Joanna Parafianowicz

Wierność jako problem dowodowy

Zwykle ciągnie nas do osób, które okazują nam zainteresowanie, zachwycają się nami i nie znają naszych wad. We wzajemnym przyciąganiu się ważne jest to, że rubryka z nagłówkiem „kłótnia” jest pusta. Wszystko bowiem możemy zacząć od zera. Początki są fajne, bo dają nadzieję, na to, że my sami będziemy lepsi, lepsza będzie też nasza druga połówka. Dlatego, gdy w związku atmosfera gęstnieje, nasz partner jawi się jako obcy człowiek, a przynajmniej jako ktoś inny niż kiedyś, zaś nasze wspólne życie postrzegamy jako pułapkę, zaczynamy zachowywać się jak człowiek na restrykcyjnej diecie. Rozkoszujący się aromatami i smakami, których wcześniej nawet nie wyczuwał. Albo jak ktoś, kto wprawdzie rzucił palenie, ale nadal go do niego ciągnie, przez co idąc za osobą, która wydycha dym tytoniowy, przyspiesza kroku, aby móc się nim choć trochę zaciągnąć. Nagle bowiem to, co jest dla nas niedostępne, wydaje się znacznie bardziej atrakcyjne, niż to co mamy pod ręką.

Wyobraźmy sobie parę wiodącą ułożone życie, nie przynoszące większych przygód, przewidywalne. Po prostu zwyczajne. Jedna ze stron, np. on (ale równie dobrze mogłaby to być ona) zaczyna odczuwać znużenie. Prostymi rzeczami…

– jak choćby tym, że wracając do domu widzi ją w bawełnianych dresach z Pepco. Zapomina, że nie tak dawno twierdził, że 29,90 za 100% bawełny to interes życia, a w H&M kosztowałyby co najmniej trzy razy tyle;

– albo tym, że ona przestaje wstawać przed nim, żeby pociągnąć rzęsy tuszem. Nie pamięta, że ledwie kilka miesięcy wcześniej mówił jej, że woli ją bez makijażu, bo w nim widzą ją wszyscy, a bez niego, tylko on;

– albo tym, że ona nie umie wytłumaczyć dziecku matematyki. Umyka mu zupełnie, że niegdyś za urocze uważał to, jak bardzo jest w tym bezradna i pomagał jej.

Co się wówczas dzieje? Okazuje się, że zwykłe wyjście z kimś z pracy na lunch w biurowej kantynie to dla niego prawdziwa intelektualna uczta i rewia estetycznych wrażeń. Rozgląda się za kobietami. Przygląda się ich gibkim taliom (ona ciągle diety zaczyna i nie kończy), lśniącym włosom (jej są wysokoporowate), swobodnemu zachowaniu (a ona ciągle o tym, co jest do zrobienia w domu). Pisze do jakiejś znajomej wiadomość na fejsie, sili się na luz i brak pozorów flirtu, ale ona albo nie odpowiada, albo go spławia. Rozmawia z kolegą, który nie jest w związku i zazdrości mu słuchając opowieści o nowych laskach z tindera. Wysyła partnerce wiadomości na messengerze, ale równocześnie, w godzinach pracy, przegląda instagrama i wszystkie zdjęcia opatrzone #polishgirl. Do niektórych dziewczyn być może pisze. Po nieudanych poszukiwaniach bodźców, które mają mu udowodnić, że nadal wszystko od niego zależy, w drodze do domu wysyła zaś do swojej kobiety wiadomość: „Miałem wyciszony dźwięk, wiesz – spotkania… Love, już do Ciebie wracam, najdroższa”.

Wszystko jest ok, prawda? Ona jest nieświadoma, a jego nie dręczą wyrzuty sumienia. Przecież jej nie zdradził. Czy był wierny? Też nie. Dlaczego?

Ano dlatego, że wierność to nie jest brak zdrady, lecz codzienny i świadomie dokonywany wybór.

Nie twierdzę jednak, że to łatwe. Także dowodowo.

 

 

Joanna Parafianowicz

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply