Joanna Parafianowicz

Chaplinowskie stado baranów, czyli o dylemacie: mała kancelaria czy sieciówka?

Rok 1936 – Charlie Chaplin tworzy film pt. Dzisiejsze czasy (Modern times).

Jedna ze scen przedstawia stado baranów zmierzającym w nieznanym kierunku. Napawa niepokojem, choć trudno byłoby powiedzieć z jakiego konkretnie powodu (być może za sprawą ścieżki dźwiękowej). Na ten obraz, niespodziewanie nakłada się widok grupy robotników wychodzących z metra i zmierzających do fabryki…

 

Inna scena, w fabryce: trzej robotnicy przy taśmie, każdy z nich wykonuje konkretną, ale jednak – tylko jedną, czynność – pierwszy wbija, drugi dobija po pierwszym, a trzeci dokręca. Choć wszyscy pracują w zawrotnym tempie podchodzi do nich brygadzista, który jak należy się domyślać (film jest niemy) pokazuje pracownikom jak wiele jeszcze jest do zrobienia i pospiesza ich. Ci zaś to przyspieszają, to zwalniają ze zmęczenia, ale nawet najwolniejsze wykonywane przez nich ruchy podejmowane są w okamgnieniu.

 

Cóż, jeśli nie pracowaliście nigdy w dużej prawniczej sieciówce, nie zdajecie sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo sekwencja obu tych scen może oddawać rzeczywistość, zwłaszcza młodych ludzi, spośród których znaczna część, w uzasadnionej pogoni za pracą nie odpowiedziała sobie na podstawowe pytanie: jak chcą żyć?

Czy – kładąc nacisk na czynniki zewnętrzne i inne osoby, od których być może zależeć będzie ich rozwój, zarówno w zakresie zawodowej kariery jak i życia osobistego, czy też – wierząc w to, że ich własne czyny i wybory, choćby najdrobniejsze, będą miały moc sprawczą.

Stety, albo niestety – faktem jest, że stworzyliśmy sobie takie okoliczności do życia, w których niemalże nie wyczuwamy już ani czasu, ani granic, zaś dając się wciągnąć w szalone tempo zastępujemy refleksję – reakcją. Zamiast zatem zastanowić się nad tym – dlaczego coś robimy, po prostu to robimy. Studia wybieramy zwykle takie jak większość naszych znajomych. Na uczelni idziemy na jakiekolwiek praktyki, po studiach zaś – do pracy, którą nam zaproponowano, nie dążąc przy tym, ab była to ta praca wymarzona. Dlaczego? Bo często nawet nie wiemy o czym marzymy! Chcą żebyśmy zajmowali się podatkami – okej, egzekucją – w porządku. Trzeba napisać pozew o zapłatę – da się to zrobić. Rozwodzik? Pytanie – z winą czy bez?

Zauważcie jednak, że tak jak człowiek w ogóle pośród wszystkich stworzeń potrzebuje najwięcej czasu na dojrzewanie, tak prawnik w szczególności – poświęca łącznie około 20 lat swojego życia na naukę. Czy warto ten czas zaprzepaścić dokonując nieprzemyślanego wyboru?

Moim zdaniem – nie. I wiem co mówię – zasmakowałam zarówno pracy w międzynarodowych korporacjach jak i małych kancelaryjkach. Sama taką prowadzę i jest to świadomy wybór.

Na czym bowiem polega praca w fabryce? Tfu, w sieciówce?

Jesteś tuż po studiach i serce masz przepełnione nadzieją na świetlaną przyszłość. Proponują ci pracę za naprawdę przyzwoite pieniądze. Jedyne co masz robić, to wykonywać polecenia, ale twoja potrzeba dążenia do niezależności jest ugłaskiwana własną asystentką (jejku, mam 25 lat i własną asystentkę!), okresowymi premiami, wizją fantastycznego Christmas Party i casual Friday, kiedy to można poudawać, że jesteśmy luzakami i wszyscy są sobie równi. Mówisz na „ty” do każdego – od faceta od IT po partnera zarządzającego. Czujesz się ważny. Trochę dziwi cię, że powierzone ci zadania mógłby z powodzeniem wykonywać student II roku, a z czasem zdajesz sobie sprawę z tego, że dobrze przeszkolona małpa być może też sprawdziłaby się na Twoim stanowisku. Na początkowo opowiadanej ci anegdocie, np. o tym jak to kancelaria kiedyś pracowała przy prospekcie emisyjnych banku, a później przedsiębiorstwa z „ruch” w nazwie doprowadziła do śmiesznej sytuacji – ktoś odpowiedzialny za dokument pochopnie zamienił hurtowo wszystkie słowa „bank” na „ruch” i tak oto prawnicy utworzyli nowe słowo – „ruchomat” – pada nowe światło. Zaczyna do ciebie docierać, że być może świetnie zarabiasz, jesteś obiektywnie człowiekiem sukcesu, możesz pozwolić sobie na każdą zachciankę, poza wyjściem do domu jak człowiek o godz. 18, ale znaczysz niewiele. Czy to będziesz ty, czy ktoś inny, nic się nie zmieni. Za to – na twojej głowie zaczynają się pojawiać przedwcześnie siwe włosy, a ty męczysz się odbijaniem sobie pracowitego tygodnia szalonymi imprezami zaczynającymi się w piątek wieczorem, a kończącymi się w niedzielę – zawsze kacem.

To jest ostatni moment, aby przestać. Za kilka miesięcy, bardzo trudno będzie ci przesiąść się na rower, jeśli wiesz co mam na myśli…

Rzeczywistość małej kancelarii, choć nieidealna, jest diametralnie różna. W niej niemal wszystko zależy od ciebie, od zadbania o dostawę papieru toaletowego, przez zaopatrzenie w artykuły biurowe, kontakt z klientem (którego jako szeregowy prawnik sieciówki nie uświadczysz), po uratowanie komuś życia. Tak, nie ma w tym cienia przesady. Jesteś odpowiedzialny za wszystko od A do Z. I tylko do siebie możesz mieć pretensje, jeśli ci się nie powiedzie. Spotykasz ludzi, uczysz się z nimi rozmawiać, o ich sprawach, o należnym ci wynagrodzeniu, uczysz się negocjować i naginać. Wstajesz wcześnie, często pracujesz w weekendy, gdy twoi bliscy dawno już śpią. Ale widujesz swojego chłopaka, żonę, nie tracisz z oczu czasu, gdy twoje dzieci rosną. Być może nie masz zbyt wiele okazji, żeby pójść na squasha, czasami wręcz cię na niego nie stać, ale … nie wbijasz gwoździ na taśmie. W tych okolicznościach, można sobie pozwolić na to, żeby lubić swoją pracę.

Od ciebie zależy, co wybierzesz.

Joanna Parafianowicz

 

You Might Also Like

4 komentarze

  • Reply
    Ewelina
    2 października 2017 at 12:35

    Właśnie taki dylemat mam przed sobą! Co tu robić, co tu robić… 🙂

    PS Rozumiem, że teksty nie są przez nikogo edytowane, bo brakuje paru przecinków i widzę co najmniej dwa za dużo.

    • Reply
      Prawnicy Kochają Inaczej
      2 października 2017 at 14:13

      Na razie nie zatrudniamy korekty 😉

  • Reply
    M
    2 października 2017 at 15:17

    Wszystko super, ale nie odniosła się Pani w artykule do ważnej kwestii. Ludzie tuż po prawie idą do korporacji, bo w małych kancelariach prawie nikt nie ma zamiaru godziwie zapłacić za ich prace. Sama musiałam zrezygnować z pracy w kancelarii na rzecz korporacji właśnie z tego powodu. Teraz będę rozpoczynała aplikacje i mam dylemat bo przejście do kancelarii równa się dla mnie z tym, ze nie będę w stanie się utrzymać. Z chęcią pracowałabym w kancelarii, gdzie moja praca będzie się naprawdę liczyła, ale nie mogę sobie niestety pozwolić na to, ze nie będę miała z czego żyć… taka przykra rzeczywistość. Może właściciele kancelarii powinni się zastanowić nad tym, jak często odbierają młodym prawnikom szanse przez to, ze oczekują wolontariatu.

  • Reply
    Marcin
    3 października 2017 at 06:21

    Pani Mecenas, pomiędzy zaprezentowanymi skrajniami są jeszcze kancelarie średniej wielkości (20-30 prawników), które łączą w sobie kilka z pozytywnych cech charakteryzujących sieciówki i małe kancelarie. 🙂

  • Leave a Reply