Joanna Parafianowicz

Miłość i prawo są do siebie podobne. Romantyczne w założeniu, ale ich praktyczne zastosowanie grozi grzybicą

Chyba mało komu przychodzi kojarzenie prawa z miłością, zgadza się? Tymczasem, choć być może niej jest to coś oczywistego na pierwszy rzut oka, jest między tymi dwiema sprawami więcej punktów wspólnych, niż mogłoby się zdawać. Miłość to przecież pragnienie dobra, a prawo – sztuka tego, co dobre i słuszne (Ius est ars boni et aequi). Miłość, choć w różnych wydaniach – dziecka do rodzica, rodzica do dziecka, fizyczna, platoniczna, urojona, własna – towarzyszy nam całe życie, podobnie jak i prawo całe to życie reguluje – nawet miłość, choć słowem tym, bodaj żaden akt prawny się nie posługuje (próżno go szukać w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, czy w rocie małżeńskiego ślubowania).

Ally McBeal twierdziła jednak, że miłość i prawo są podobne z innego powodu. Jakiego? W założeniu ma być romantycznie, a w praktyce można nabawić się grzybicy. Wydaje mi się, że Ally miała rację.

Jak bowiem wszystko w życiu, tak i to jaką praktyczną drogę – miłości i praktykowania prawa wybierzemy, jest sprawą wyboru. W miłości możemy celować w zaspokajanie własnych zachcianek i przyjemności, ludzi traktować jak narzędzia do osiągnięcia celu, a partnerów zmieniać pod byle pretekstem. W zawodowej praktyce zaś codziennie decydujemy, co jest dla nas najważniejsze – idea sprawiedliwości, wolności i równości wszystkich wobec prawa, czy też – cyniczne wykorzystywanie luk ustawodawczych, omijanie przepisów, czy dążenie do zaspokojenia własnych ambicji, np. finansowych. Nie będąc wiernym – drugiemu człowiekowi – faktycznie możemy się nie tylko nabawić grzybicy (oby tylko!) ale i nią zarazić. Nie będąc wiernym ustalonym w przepisach zasadom – możemy doprowadzić do erozji całego systemu prawnego lub krzywdy konkretnego człowieka. Często z resztą pierwsze bierze początek od drugiego.

Zarówno w miłości jak i w prawie ważne jest także to, aby mieć w sobie wiarę. W pierwszym wypadku – w nią samą, w partnerstwo, przyjaźń, czy w to, że jeśli ludzie zdecydowali się razem być, to ze sobą pozostaną. W drugim – w nie samo, sens nie tylko tworzenia go ale i stosowania oraz w to, że prawo jest dla ludzi, a nie odwrotnie. Kochając kogoś i mogąc zrobić dlań coś dobrego, mamy taki obowiązek. Będąc prawnikiem i mogąc stosować prawo nie tylko zgodnie z jego literą, lecz i duchem, powinniśmy tak właśnie robić. Każdego dnia.

Myślę, że świadomość podobieństw między miłością i prawem warto zabierać ze sobą, kiedy kładziemy się w nocy do łóżka, nawet wtedy, gdy właśnie kogoś straciliśmy, albo przegraliśmy sprawę klienta. To jest mcbealizm w czystej postaci.

Joanna Parafianowicz

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply