Joanna Parafianowicz

Pokaż zębom świat

Ponad 40 lat temu tenisista Bobby Riggs, chcąc udowodnić wyższość mężczyzn nad kobietami w tej dyscyplinie sportu, rzucił koleżankom wyzwanie: wygrajcie ze mną, cwaniary. Na mecz z  Billie Jean King przyszedł ubrany w spódnicę, przyniósł jej kwiaty i usiłował pocałować w dłoń. Przegrał każdy set (6:4, 6:3, 6:3).

O niedawnej wypowiedzi pana Romana Sklepowicza, dzielącego kobiety na te „do wyruchania” (chodzące na dyskoteki) i te „nie do wyruchania” (chodzące na „czarny protest”), powiedziano już wiele. Niewiele właściwie pozostało w tym temacie do dodania. Być może poza tym, że choć przykład był skrajny i wywołał uzasadnione oburzenie, przykładów seksistowskich wypowiedzi i zachowań mamy na codzień tyle, że… nie reagujemy na nie z przyzwyczajenia.

Jakiś czas temu media obiegła informacja o tym w jaki sposób do swoich studentek odzywał się jeden z uniwersyteckich wykładowców (dziś – ukarany dyscyplinarnie naganą),  m.in. „No, mój toby się nie zmieścił” (dziewczyna ziewała),  „Kobieta należy przez swoje nazwisko do ojca lub męża” albo „Chciałbym posiadać sześć Syryjek. Chętnie je przyjmę do siebie. Jedna będzie od gotowania, druga od sprzątania, trzecia do łóżka. One są w sumie obrzezane, ale to nie im seks ma sprawiać przyjemność”. Latem, dość głośno było zaś o dość niefortunnej wypowiedzi Jurka Owsiaka, skierowanej do poseł Krystyny Pawłowicz. O tych przypadkach wiemy, bowiem ktoś o nich napisał, a nie dlatego, że inne – nie mają miejsca. Mają i zapewniam, że dotyczą wszystkich grup zawodowych i społecznych, szczególnie zaś zdają się być boleśnie widoczne pośród tych ludzi, od których z racji sprawowanych funkcji, niejako wymagamy więcej oraz w tych grupach, w których istotę wpisany jest jakiś rodzaj podległości (nauczyciel – uczeń, pracodawca – pracownik).

Seksistowskie teksty i wulgarne żarty, to nie jest wyłącznie kwestia pewnej językowej formuły. To, co i o kim mówimy jest objawem naszych poglądów i przekonań oraz postaw wobec innych ludzi.  Zwykle bowiem osoby o zdrowej samoocenie, usatysfakcjonowane własnym życiem (prywatnym i zawodowym) nie mówią negatywnie o innych, a jeśli nie mają do przekazania nic dobrego, wypowiadają się neutralnie, lub wcale. Jest to ich świadomy wybór, lub efekt braku czasu na zajmowanie się cudzymi sprawami. Ponoć wielcy ludzie rozmawiają o ideach, przeciętni o rzeczach, a mali – o innych ludziach. Coś w tym jest.

Ktoś powie „robisz z igły widły”, „nie znasz się na żartach”, „przecież nie twierdzę, że nie nadajesz się na dyskotekę”, „jesteś przewrażliwiona”. Ktoś inny zaś może poczuć się naprawdę dotknięty. Dlaczego? Ponieważ między pogardą słowną dla drugiego człowieka, a czynami go krzywdzącymi granica może być niekiedy nieostra. Między poniżaniem w warstwie językowej i fizycznej jest jednak jeden punkt wspólny – przyzwolenie.

Czasem warto się po prostu zastanowić, po której stronie boiska warto być – po tej, po której biega facet w damskiej spódniczce udowadniający na siłę swą wyższość, czy po stronie przeciwnej.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply