Joanna Parafianowicz

Jak uniknąć kompromitacji lub niepożądanych życiowych zmian, gdy noc jeszcze młoda, a bawić się chce? To proste!

Uwadze racjonalnego ustawodawcy, który mimo tego, że zdaje się niekiedy ulegać pokusie ingerowania w niemal wszystkie sfery życia obywateli umknęła potrzeba stworzenia kodeksu dobrych praktyk weekendowych, dzięki któremu życie wielu Polaków byłoby prostsze. Pewne reguły i zasady postępowania wywodzić musimy zatem z zasad współżycia społecznego i doświadczenia życiowego – oby cudzego. Dobrze jest nadto poznać je przed weekendem. Nie powinno to zająć zbyt wiele czasu.

Zanim ruszysz w miasto zastanów się, czy wychodzisz z kimś, kto faktycznie chce spędzić z tobą czas, czy też jesteś tylko jedną z opcji na liście. To ważne zwłaszcza wtedy, gdy coś ci podpowiada, że danego wieczoru twój organizm gotów jest pobić własny rekord w ilości alkoholu na centymetr kwadratowy ciała. Startowanie w takich zawodach jest nie tylko nieszczególnie zdrowe, ale przede wszystkim wymaga zaufania do osób, które są tego świadkami. Bodaj nic nie smakuje gorzej, niż to, gdy na pytanie „co właściwie stało się wczorajszego wieczoru?”, odpowiada ci facebook i powiadomienie o oznaczeniu cię na czyimś zdjęciu…

Kiedy już zostajesz królem lub królową parkietu, impreza rozkręca się w najlepsze, gra świetna muzyka, a wokół ciebie same przyjaźnie wyglądające twarze wiedz, że jesteś o krok od dramatu.

Choć takie pomysły nie dręczą cię w ciągu tygodnia, po jednym kieliszku wina coś zaczyna ci kiełkować w głowie, po dwóch mocno już pulsuje w żyłach, a przy trzecim – musisz się temu poddać. Jak mawiali starożytni – tertium non datur, czyli opcje są dwie – albo wchodzisz do internetu albo zaczynasz pisać sms’y do byłego (byłej).

W pierwszym wypadku – odpalasz branżową grupę dyskusyjną, własnego lub cudzego walla i rozpoczynasz jazdę bez trzymanki – piszesz o kolegach, koleżankach, byłych żonach, facetach, dzielisz się refleksjami o studiach, aplikacji, wykładowcach i kolegach prawnikach, śmiejesz się do rozpuku, a nierzadko twa myśl jest tak szybka, że komentujesz własne komentarze, zanim zrobi to ktoś inny. Dyskusję kończysz bezceremonialnym komunikatem #nrabezabsolutoriuim albo #niedlapopadwokatury i zasypiasz nie wykonując już żadnego piruetu na parkiecie.

Druga opcja to temat rzeka. Zaczyna się zwykle od pseudoneutralnego „cześć”, „hej”, albo „co tam?”. Później nachodzą cię wspomnienia „a pamiętasz jak kiedyś…?”, następnie wchodzisz w fazę użalania się nad własnym losem i niezrozumieniem ze strony aktualnego partnera, aby ostatecznie, odgrywaną palcem na telefonicznej klawiaturze, księżycową sonatę zakończyć melodyjnym „może jutro kawa?”. To nic, że nie uda ci się na nią obudzić, bez znaczenia jest też to, że twój rozmówca być może był w podobnej kondycji jak i ty (skoro ci odpowiadał!). Ważne jest jedynie to, że prawdopodobnie nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, w jak wielu sprawach o rozwód screen z waszego połączonego w chmurze z iPhone’m i pozostawionego w domu iPada był w historii polskiego sądownictwa pierwszym, po pełnomocnictwie, dowodzie uiszczenia opłaty skarbowej i odpisie aktualnym aktu małżeństwa załącznikiem do pozwu…

Jak uniknąć kompromitacji lub niepożądanych życiowych zmian, gdy noc jeszcze młoda, a bawić się chce? To proste. Jeśli zasada „piłeś – nie pisz” przegrywa z twoim ognistym temperamentem – ostatni kieliszek wina zagryź kartą sim, lub w razie konieczności – całym telefonem.

Na zdrowie!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply