Joanna Parafianowicz

Wszyscy moi mężczyźni

W miniony weekend byłam w kinie. Z uwagi na to, że nie oglądałam pierwszej części Blade Runnera, nie poszłam na drugą. W związku z tym, że wszyscy przestrzegali przed Botoksem, nie obejrzałam go. Przez to, że nie miałam ochoty na animację, nie poszłam na Twojego Vincenta. Pierwszy śnieg zbierał skrajne opinie – więc nań nie poszłam, a na uczestniczenie w egzorcyzmach zakonnicy ze świadomością, że historia jest prawdziwa – nastroju w sobie nie odnalazłam.

Tak oto mój w pełni świadomy i przemyślany wybór padł na film z wiecznie młodą, ale nadal do siebie podobną Reese Witherspoon – Wszyscy moi mężczyźni.

Opis filmu z serwisu filmweb.pl: Rozwiedziona Alice wpuszcza pod swój dach trzech mężczyzn, którzy do Los Angeles przyjechali w pogoni za marzeniami. Pojawienie się byłego męża dodatkowo skomplikuje jej życie.

Mój opis filmu: Jeszcze nie rozwiedziona Alice, która wyjeżdża z Nowego Jorku do LA na imprezie urodzinowej suto zakrapianej alkoholem poznaje trzech przeuroczych bardzo młodych mężczyzn – a każdy z nich symbolizuje – rozum, pasję i miłość. Kobieta nie jest pewna, czy jej rodzina (ma 2 córki) przetrwa. Panowie pomagają jej podjąć decyzję…

Podczas 1 godziny i 37 minut seansu dostałam wszystko to, czego się spodziewałam, tj. lekkiego, zabawnego filmu, którego fabułę bez szczególnego wysiłku zapomnę następnego dnia. Ale…

To jest fantastyczny film dla wszystkich kobiet koło 40-tki, które są na życiowym rozstaju, kobiet, które wahają się czy warto ryzykować związek ze znacznie młodszym facetem (bywa, że tak!), pań, które trochę zawiesiły się w codzienności i niekoniecznie widzą świetlaną przyszłość. Jest radośnie, kolorowo, kalifornijsko. Dużo w  tym wiary, że w każdym momencie życia można zacząć od nowa. Czasami zaś – warto.

Choć nie jest to kino oskarowe, po kłótni z facetem, po nieudanym tygodniu, w przypadku średnio udanego życia – polecam z czystym sumieniem.

 

foto: materiały prasowe

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply