Gościnny Piątek

Kobieta, prawnik, kibic

Ostatnio jedna z redaktorek tegoż portalu podjęła rozważania na temat podziałów, które sami sobie tworzymy, w wyniku czego często negowane jest to, że można być jednocześnie feministką, prawnikiem i słodką księżniczką. Podobną tendencję zauważyłam, gdy zestawimy ze sobą pojęcia: kobieta-prawnik-kibic. Z racji tego, że można mi przypisać te trzy przymioty – reprezentuję płeć żeńską, posiadam wykształcenie prawnicze i aktywnie kibicuję – wiem z jaką reakcją innych często spotyka się to połączenie.

Na co dzień lubię nosić sukienki, malować paznokcie i używać różowych pomadek. Ale lubię też chodzić na mecze hokeja i oglądać piłkę nożną – przede wszystkim ligę angielską. Kiedy wychodzi to w rozmowie prowadzonej w gronie kobiet, są zdziwione. Piłkę? Hokej? Nie boisz się iść na stadion? Nie boisz się kiboli? Znasz te wszystkie zasady? Kiedy mówię mężczyznom, nie kryją konsternacji. Znasz się? Wow, wiesz kto to jest Carlo Ancelotti i Roberto di Matteo? Widzisz spalonego? Rozumiesz pojęcie pressing (ku ich zdziwieniu wiem nawet, że dzieli się na trzy rodzaje)? Ooo, nosisz sukienki.

Owszem, mój wizerunek nie przypomina tego, co przeciętny człowiek wyobraża sobie, myśląc o kobiecie-kibicu. Powiem więcej! Znam kilka kobiet-kibiców i żadna z nich, nie jest urzeczywistnieniem typowej wizji Karyny wyciągniętej z solarium, ubranej w dres z trzema paskami. Mam koleżankę, która dosyć często jeździ na mecze reprezentacji, ma delikatną urodę niczym Calineczka, także jest prawnikiem, jest inteligentna i zabawna. Inna moja znajoma, piękna i sympatyczna oraz bardzo aktywna jako kibic, napisała pracę magisterską o przestępstwach stadionowych w ujęciu prawa karnego materialnego i procesowego.

Z tego co mi wiadomo, była to jedna z dwóch prac dotycząca sportu napisana i obroniona na naszym wydziale w poprzednim roku akademickim przez kobiety. Drugą napisałam ja, zaś temat wpadł mi do głowy… na meczu hokeja. Uwielbiam tę dyscyplinę i regularnie chodzę na mecze, oglądam, śpiewam i krzyczę (oczywiście tylko cenzuralne wyrażenia), posiadam nawet szalik mojej drużyny. Nikogo nie pobiłam, nikomu nie groziłam i vice versa. I takich kobiet jak ja można dostrzec na stadionie dosyć dużo. Ponadto jeżeli już kibicuję, to staram się ogarnąć wszystkie zmiany w zasadach rozgrywek, etc.

Oczywiście nie jest tak, że znam się na wszystkich dyscyplinach, ale w zakresie tych, które lubię, posiadam jakąś wiedzę. Z przyjemnością gromadzę także wszelkie biografie sportowców oraz książki dotyczące dyscyplin sportowych. Z drugiej strony, moje zainteresowanie sportem wielokrotnie pozwoliło mi nawiązać rozmowę z innymi, właśnie poprzez to powszechne zdziwienie i spojrzenie na mnie, jak na dziwadło, które przyleciało z kosmosu. Z racji dużych umiejętności aktorskich, świetnie umiem maskować swój strach oraz nieśmiałość, jednakże czasami nie wiem do końca, w jaki sposób złapać z kimś kontakt. Jeżeli jest to mężczyzna, mogę rozpocząć od `Widziałeś ostatni mecz… (i tu podać nazwę drużyny), bo o ile nie trafię z piłkarskimi sympatiami, na pewno nie omieszka poinformować mnie, komu kibicuje, czy w ogóle kibicuje i jakoś temat się rozwinie.

W przypadku kobiet, zdradzając im, że bardziej lubię wyjść na mecz niż na zakupy, przyglądają się mi jak obrazowi w muzeum, ale dostrzegają, iż cechy „żeńskie” też posiadam, tylko być może w dzieciństwie uderzyłam się w głowę (no chyba że same kibicują, to rozumieją bardzo dobrze). Jedną z sytuacji, gdy uratowała mnie angielska piłka nożna, był moment, kiedy okazało się, że muszę dużo czasu w roku szkolnym spędzić z moim nowym kolegą z klasy, z którym nie miałam wcześniej zamiaru rozmawiać, ponieważ podejrzewałam go o autyzm i bałam się, iż podejmując próbę jakiegokolwiek zakolegowania się z nim, zaburzę jego poukładany świat i będzie miał przeze mnie problem. Wszakże dzięki Premier League okazało się, iż kolega żadnego autyzmu nie ma, jest tylko nieśmiały i małomówny.

Wbrew pozorom sport ma wiele wspólnego z prawem.

I nie chodzi tu o fakt, że wyodrębniono taką gałąź, jak prawo sportowe. Jest to owszem prężnie rozwijająca się dziedzina, ale w miejscu tym jesteśmy „po godzinach”, zatem rozważania na ów temat należy pozostawić z boku. Co innego łączy więc sport z prawem? Postanowiłam przedstawić cztery podobieństwa, które nasuwają mi się, kiedy zestawiam ze sobą te dwa pojęcia. Oczywiście do wniosków takich doszłam nie gdzie indziej, jak na meczu hokeja.

Po pierwsze

I tu, i tu mamy podział na dwa systemy. W prawie jest to system prawa kontynentalnego oraz system prawa anglosaskiego. W sporcie natomiast mamy europejski model sportu oraz amerykański model sportu. Tego pierwszego doświadczyć można chociażby w naszej rodzimej Ekstraklasie, drugi natomiast we wszystkich rozgrywkach zza Oceanu (o ile ktoś lubi nie spać po nocy lub wstawać w jej środku, żeby tylko obejrzeć zwinnych koszykarzy w NBA czy szybkich hokeistów w NHL). Na temat różnic pomiędzy tymi systemami można byłoby napisać całą książkę, dlatego postanowiłam się nie zagłębiać w ten temat, ponieważ zrobienie tego „po łebkach” nie zadowalałoby mnie. O ile ktoś zaglądający tutaj byłby zainteresowany, to w przyszłości chętnie podejmę na łamach „Prawników kochających inaczej” ten temat.

Po drugie

Przepisy, procedury, regulaminy. Jak wygląda system prawny, każdy czytelnik tu zaglądający tutaj, dobrze wie. Podobnie wyglądają regulacje sportowe. Wszystkie dyscypliny mają przepisy dotyczące zasad przeprowadzania rozgrywek, zdobywania licencji zawodników, trenerów, klubów, pozwalających na branie udziału w rywalizacji sportowej, regulaminy dyscyplinarne, itd. Same procedury postępowania bywają bardzo skomplikowane. Patrząc chociażby na regulamin dyscyplinarny wydany przez Międzynarodową Federację Hokeja na Lodzie, można wyróżnić tyle typów przewinień, że akt ten mógłby spokojnie zmierzyć się z polskim kodeksem wykroczeń (pragnę nadmienić, zanim jakaś gorliwa dusza tu obecna, zdąży to wyartykułować – widzę różnicę pomiędzy odpowiedzialnością dyscyplinarną a karną, to jest tylko takie luźne zestawienie mające zobrazować objętość tego regulaminu).

Nad tworzeniem tych wszystkich przepisów czuwają natomiast federacje sportowe, które bardzo oględnie można porównać do prawniczych korporacji. Wszystko ponadto wymaga dogłębnej analizy. Fakt bezsporny, iż kazusy to chleb powszedni prawa, jednakże sportu też! Analiza całego meczu, taktyki, zachowania zawodników, ale także uwaga skierowana na cechy indywidualne sportowca. Mój analityczny umysł ma pole do popisu zarówno w kwestiach teoretycznych jak i praktycznych.

Po trzecie

Osoba sędziego. Kim dla prawa jest sędzia w todze, wszyscy wiedzą. Podobną rolę spełnia sędzia sportowy. Czuwa nad tym, aby cały proceder został rozgrywany fair play, przewodniczy rozgrywkom i podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące ich przebiegu. Wprawdzie prawnicy, którzy chcą zostać sędziami, kształcą się bardzo długo i ich droga zawodowa nie jest usłana różami, ci drudzy także nie mają łatwo. Ciągle zmieniające się zasady prowadzenia rozgrywek, szkolenia, podnoszenie kwalifikacji, aby móc sędziować coraz to wyższe ligi lub zawody międzynarodowe. Żeby dotrzeć do miejsca, w którym jest np. sędzia Szymon Marciniak, sędziujący kilka dni temu mecz Real Madryt – Tottenham Hotspur w ramach Ligii Mistrzów, też czeka kogoś długa droga.

W ramach ciekawostki, mogę zdradzić, iż istnieje podręcznik jazdy na łyżwach dla sędziów hokeja. Sama też lubię oglądać materiały szkoleniowe przeznaczone dla nich, dzięki czemu lepiej ogarniam wszelkie zmiany. Po czwarte w przypadku sportów drużynowych rozgrywki można porównać do kontradyktoryjnego sporu. Dwie drużyny rywalizują ze sobą, obie mają równą pozycję, a spór może wygrać tylko jedna. Nie mają tutaj jednak zastosowania przepisy o wszelkich mediacjach. Ostra walka aż do końca!

W tym miejscu pragnę zakończyć moje luźne rozważania na tematy prawniczo – kobieco – sportowe. Mam nadzieję, iż ujęcie wszystkiego w wielkim skrócie, zostanie mi wybaczone, ponieważ temat jest tak obszerny, że naprawdę można napisać kilkanaście książek.

Patrycja Busse

(Absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miłośniczka prawa karnego, prawa pracy i prawa sportowego. Została prawnikiem, mimo że miała być lekarzem hematologiem. Prywatnie darzy uczuciem polskiego hokeja i angielską Premier League, kibicuje GKS-owi Tychy oraz Manchesterowi United. Fanka sukienek, sportowych butów i różowych szminek)

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply