Joanna Parafianowicz

Jak to jest być Magdą M. albo tą inną prawniczką z telewizji, nie wiem jak się nazywa, bo nie mam czasu na oglądanie?

„Moje współpracowniczki i aplikantki nie mają czasu na podstawowe kwestie związane z sobą samą ( jako kobietą), gdyż również mają małe dzieci, którym trzeba poświęcić czas ( często nie da się tego zaplanować, gdyż np przedwczoraj jedna z bliźniaczek mojej pani Mecenas złamała rękę i wszyscy przez to mieli przemodelowane 2 dni), mają również mnóstwo różnych innych aktywności społecznych. Ale przyznam, denerwują je te felietony – nawet bardziej niż mnie, gdyż kreują obraz adwokatki typu Magda M. , co to nigdy nie miała akt na biurku i na wszystko miała czas ( jeszcze jakaś druga była ale nie mam czasu na TV, więc nie pamiętam). Odwoływałam się do poważnych kwestii, gdyż dziś ostatnią rzeczą, na jakiej powinno nam wszystkim – kobietom – adwokatom zależeć, to potraktowanie nas jako zgniłej elity, oderwanej od rzeczywistości, która tylko zastanawia się, kiedy zrobić paznokcie. Przepraszam, ale tak to widzi przeciętny klient. I przeciętny adwokat nie-z – Warszawy też. Nawet taki w Pań wieku. Ja nie mogłabym sobie pozwolić na jakąkolwiek działalność społeczną, gdyby nie to, że moje dzieci są już dorosłe i nie mieszkają ze mną, a moje psy mają opiekę mojego męża w ciągu dnia, kiedy wychodzę o 8 a wracam o 19. I wcale nie dlatego, że jestem mało zorganizowana, bo to akurat moja mocna strona.” [pisownia oryginalna – komentarz z fp PKI]

Cóż, oglądałam Magdę M. (choć nie podobały mi się jej sukienki w grochy, loki na wałki i fakt, że dziewczyna spędza istotną część dnia na kawie lub na Warszawiance w oczekiwaniu na ćwiczenia na dmuchanych piłkach). Losy Agaty Przybysz (to ta druga) prześledziłam do około 4. odcinka, pozostałe widziałam jedynie we fragmentach i choć serial nie oddawał istoty adwokackiego powołania uważam, że w atrakcyjny dla widza i pozytywny sposób przedstawiał (nieco nierealne) realia pracy w zawodzie. Kreował pozytywny wizerunek prawnika.

Bohaterki obu seriali: były adwokatkami, pracowały w małych kancelariach, mieszkały w Warszawie, cierpiały na nieustanne miłosne problemy i do końca nie było wiadome, czy będąca w zasięgu ręki miłość ich życia będzie nią w praktyce, czy jedynie w teorii. Obie były po 30-tce, dość atrakcyjne, raczej dające sobie radę finansowo, aktywne społecznie, angażujące się w pracę, praktykujące przed sądami, znajdujące czas na rozrywkę i wypoczynek. Żadna z nich: nie miała dzieci.

Czy jeszcze jeden fakt z życia Magdy M. i Agaty Przybysz, a mianowicie to, że nie były realnymi postaciami oznacza, iż w prawdziwym świecie nie można żyć podobnie, a wszelkie próby łączenia wielu aktywności skazane są na niepowodzenie? Moim zdaniem – nie. Zaś kwestionowanie tego, że są pośród nas osoby, którym to się w jakimś stopniu udaje, oceniam jako sposób na usprawiedliwienie własnego dolce far niente, rozumianego w tym wypadku niekoniecznie jako nic nie robienie, lecz – nie robienie dość dużo. 

Nie każdy może chcieć równocześnie robić wiele rzeczy, jest to kwestia indywidualna i wynikająca z naszej osobowości. Jednakże, samo to, że „ja czegoś nie robię”, nie powinno prowadzić do przekonania, że jest to niemożliwe u kogoś innego.

Mam 37 lat, dwoje dzieci, 5 kotów i 2 psy. Prowadzę kancelarię, fundację, tworzę Pokój Adwokacki, Prawnicy Kochają Inaczej, Adwokatura jest także kobietą. Piszę felietony do Rzeczpospolitej. Jestem członkiem NRA. Sama gotuję, nie korzystam z pomocy gosposi, wożę syna na 4 treningi piłkarskie w tygodniu + mecz ligowy w weekend. Córka, na szczęście od 2 tygodni chodzi do przedszkola. Wstaję wcześnie, kładę się późno, paznokcie maluję zwykle w pracy, maluję się stojąc na światłach, robię kilka rzeczy równocześnie. Teksty piszę na komputerze, telefonie, tablecie. Wszędzie mam porozkładane notatki z niekończącą się nigdy listą rzeczy do zrobienia na wczoraj oraz z pomysłami do zrealizowania, ciągle gdzieś się spieszę, zwykle ścigam się z czasem i dojeżdżam wszędzie na styk. Ostatnio częściej wypożyczam togę niż zabieram z kancelarii własną, bo zwyczajnie nie starcza mi na to czasu. W ciągu tygodnia nie mam czasu na nic, często zdarza się, że ucinam sobie podwieczorną drzemkę, aby po sprawdzeniu/odrobieniu prac domowych syna, nakarmieniu dzieci i położeniu ich spać móc ruszyć na 2. zmianę do pracy, czyli zrobić wszystko to, co w ciągu dnia, gdy w dużej mierze realizuję się jako kierowca, a w mniejszym stopniu jako adwokat, się nie udało.

Oczywiście, w nieustannej pogoni i chcąc się wywiązać ze wszystkich zobowiązań, czasami nawalam, zdarzają mi się gorsze i lepsze chwile. Są dni, a nawet całe tygodnie, gdy czytając komentarze na mój temat, mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady. Kiedy jednak czytam pytania, o to, czy mi jako adwokatowi wypada to lub tamto (np. projektować duperele do sklepu PKI i je sprzedawać, robić zdjęcia butów i wrzucać je na instagrama), zastanawiam się kiedy my – prawnicy, jako środowisko, oraz z jakiej przyczyny (bo musiała być ważna) tak dalece odlecieliśmy na inną orbitę, że jesteśmy przekonani, że czynności, które bliskie są naszym klientom, znajomym i przyjaciołom nam samym nie przystoją. Wtedy zaś, gdy zapoznaję się z komentarzem kolejnej osoby, która jest przekonana, że nie da się pogodzić rodzicielstwa z pracą myślę sobie – wstań wcześniej, połóż się później, chodź rzadziej na manicure, a częściej rób go sama i przede wszystkim spędzaj mniej czasu na formułowanie krytycznych uwag pod adresem innych osób i zastanów się gdzie sam popełniasz błąd.

Bo błędne jest przekonanie, że skoro Ty nie chcesz/nie umiesz/nie wiesz jak robić w życiu więcej i więcej od niego chcieć, nie może się to więc udawać innym. Może.

Czasami jednak wychodzi się z domu w kapciach, jak ja dzisiaj. Ani Magdzie, ani Agacie się to nie przytrafiało.

 

Joanna Parafianowicz

You Might Also Like

7 komentarzy

  • Reply
    Katarzyna
    26 października 2017 at 17:04

    Tekst doskonały. Kapcie świetne!

  • Reply
    Matlow
    27 października 2017 at 01:24

    tak trzymaj .

  • Reply
    Joanna
    1 listopada 2017 at 23:14

    Podziwiam! I kibicuję całym sercem <3

  • Reply
    P.
    19 listopada 2017 at 23:42

    Dzień dobry,

    Bardzo zaciekawił mnie Pani artykuł, jednakże mam kilka uwag i pytań. Pisze Pani, że nie należy mierzyć innych swoją miarą. Zgadzam się i – jak rozumiem – postawa taka wynika z tolerancji, empatii i zrozumienia. Dlaczego zatem niemalże zawsze kiedy słyszę wypowiedź osoby, która robi bardzo duży rzeczy z powodzeniem mam wrażenie, że uwaga pt. „nie mam niani, gosposi, sprzątaczki” jest kierowana z ironią i sarkazmem? Może to moje przewrażliwienie, więc proszę mi wybaczyć. Interesuje mnie jedna podstawowa rzecz, bo o tym Pani nie pisze: czy jest Pani w tym wszystkim szczęśliwa?

    Otóż ja nie byłam do końca: 31 lat, habilitacja do napisania, kancelaria notarialna, wykłady na dwóch uczelniach. Mam męża i niespełna 4-o letniego synka. Nadal pracuję zawodowo, tylko, że teraz mam nianię, która odbiera moje dziecko z przedszkola 3 razy w tygodniu i jest z nim kilka godzin dziennie (a kiedy mój syn choruje, nie musze się martwić o to, kto z nim zostanie). Dwa razy w miesiącu przychodzi pani sprzątającą, która dodatkowo prasuje. Jestem po rocznej terapii, na której zrozumiałam, że nie muszę być super woman, spać 4 h/dobę, być zawsze fit i każdemu członkowi rodziny robić innego posiłku, bo jeden jest uczulony, drugi vege, a trzeci bezglutenowy. Nikt nikomu za to bohaterstwo pomnika nie postawi, dzieci pójdą – z resztą bardzo słusznie- w świat i w swoją stronę, a mąż przeważnie po powrocie do domu, który żona sprzątała pół dnia, powie „ale przecież tu się nic nie zmieniło”.
    Jestem gorącą przeciwniczką mówienia do mnie: jesteś dzielna, dasz sobie radę, ze wszystkim sobie poradzisz. Otóż nie, proszę Państwa. Jestem zawalona robotą, wcale nie dzielna i potrzebuję wielu rąk do pomocy. A dzięki temu mam i chwilę na bycie Magdą M. 🙂
    To jest akurat mój punkt widzenia, ale absolutnie nie neguję innych poglądów. Oczywiście na powyższe wygody zarabiam, ale jak sądzę społeczność, do której kieruję mój wpis jest środowiskiem, które doskonale rozumie chęć życia prawnika na określonym poziomie.

    Pozdrawiam serdecznie,

    • Reply
      Prawnicy Kochają Inaczej
      20 listopada 2017 at 11:15

      Tak, jestem szczęśliwa, ale równie często bardzo zmęczona 🙂
      JP

  • Reply
    P.
    19 listopada 2017 at 23:43

    Pozdrawiam serdecznie,
    Paula 🙂

  • Reply
    Paula
    20 listopada 2017 at 13:53

    Dziękuję za odpowiedź.

    Rozumiem, ja z kolei kiedy jestem często zmęczona, mam problem z osiągnięciem zadowolenia, a w dłuższej perspektywie – szczęścia.
    Ale najważniejsze, żeby każdy znalazł swoją definicję tego stanu :-).

    Pozdrawiam serdecznie,

  • Leave a Reply