Joanna Parafianowicz

Światła i inne inspiracje

Pałac w Wilanowie i wilanowski park, co roku od lat kilku wkraczają na jesieni w przestrzeń, w której, jak twierdzą organizatorzy, można poczuć się jak na królewskim dworze. Mam wrażenie, że do tego abym poczuła się jak księżniczka nie potrzebuję wprawdzie rozświetlonych pergoli, pawilonów, fontann, róż i pomarańczowych drzewek wykreowanych za pomocą światła, a jedynie kochających bliskich, ale wizyta w pałacowych okolicach to bardzo przyjemne doświadczenie.

Ogród świateł i pokazy, które wówczas są wyświetlane z pewnością nie są przeżyciem równym temu, które jest udziałem mojej 5-letniej córki. Jednakże tym razem, inaczej niż w latach poprzednich, wokół wilanowskiego Pałacu odbył się prawdziwy festiwal food truckow. Można było zjeść i wypić – na ostro, na słodko, orientalnie i serowo. Kuchnia z Azji, Włoch, Hiszpanii, Polski, Węgier, Turcji, Grecji. Do kupienia wszystko od świecących mieczy po lunch boxy. Ale nie w klimacie odpustu. Przyjemnie, przyjaźnie, smacznie, świetliście. To było bardzo udane, spontaniczne wyjście.

Podczas wizytowania poszczególnych trucków, wypiłam także hiszpański jabłkowy napój rozgrzewający (nie pamiętam niestety nazwy). Nie wiem jak był zrobiony, ale bardzo mi smakował. Dlatego kolejnego dnia zrobiłam swoją własną wariację na ten tamat:

Litr soku jabłkowego, sok z jednej pomarańczy, woda, anyż, cynamon, syrop z agawy, goździki. Przyprawy zagotowane w około 0,5 szklanki wody i odstawione na około godzInę, później dodany sok z jabłek i z pomarańczy, doprowadzony prawie do wrzenia (jak w przypadku ponczu, nie należy gotować, a jeśli już, to bardzo krótko). Rum byłby idealnym dopełnieniem!

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply