Joanna Parafianowicz

Adwokatka, to ciastko. A adwokat, to likier.

Domaganie się przez kobiety tego, aby w odniesieniu do wykonywanego przez nie zawodu stosować żeńskie końcówki to dla wielu osób, nadal spora ekstrawagancja i powód do kąśliwych uwag. Kobieta za kierownicą, to chyba „kierowniczka”, a „adwokatka”? To przecież ciastko, prawda?

Kwestia żeńskich form zawodów i tytułów naukowych znana jest językoznawcom przynajmniej od lat 20-tych XX wieku. Dla wielu kobiet, możliwość używania męskiej formy nie stoi na przeszkodzie posługiwaniu się formą męską. Wszystko jest bowiem kwestią przyzwyczajenia i osłuchania się z danym słowem. Ja sama, choć do niedawna często podkreślałam, że jestem adwokatem (tytuł zawodowy prawnie chroniony), a nie adwokatką (tytuł zawodowy nieistniejący w aktach prawnych), dzisiaj nie mam z tym słowem problemu. Ba, im częściej czytam komentarze, z których wynika, że kobieta, która sama siebie nazywa adwokatką, nie powinna liczyć na poważne traktowanie, bo nie od dziś wiadomo, że adwokatka to ciastko, tym bardziej chęć mam pamiętać, że adwokat to likier.

Nie rozumiem dlaczego komukolwiek ma przeszkadzać to, że ktoś inny sam o sobie mówi tak lub inaczej. Dlaczego mężczyźni (i część kobiet) nie przyjmują do wiadomości, że panie mają prawo chcieć mówić o sobie w formie, która podkreśla fakt, że nie są mężczyznami? Czy to powód do stygmatyzacji? Czy adwokatka jest mniej profesjonalna niż adwokat? Czy wraz z żeńską końcówką, dodaną do rzeczownika, profesjonalista traci zawodowy tytuł?

Gdyby przyjąć, że faktycznie sens ma istnienie tylko jednej „płci” końcówek, bowiem rzeczownik rzeczownikowi jest równy, stwierdzić należałoby, że nic nie stoi na przeszkodzie aby tą wiodącą była końcówka w formie żeńskiej. Czy aby także i w tej mierze nie obowiązuje zasada, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia?

„Wiem, że niektórzy mężczyźni chcieliby, aby ich nazywać adwokatami, ale w ogóle tego nie rozumiem. To niepoważne, przecież adwokat to likier, a ja w pracy nie piję” mówi Jan, młoda adwokatka z jednej z warszawskich kancelarii. 

Adwokatka, psycholożka, farmaceutka, aktorka, pedagożka, to słowa językowo poprawne, a jedynie społecznie – nieco nieobyte. To jednak, że niektórzy traktują je jako niepoważne, to tylko ich problem. Oraz Worda (forma męska), który z uporem maniaka sugeruje w tym zakresie korektę. Lingwistycznie jednak brak przeszkód po temu, aby używać żeńskich form zawodów.

Warto jednak pamiętać, że nazywanie siebie samej w taki sposób może być odebrane jako manifest i deklaracja feminizmu. Nie od dziś zaś wiadomo, że kobiety, którym bliska jest idea szeroko rozumianego równouprawnienia, to straszliwie brzydkie, bezzębne i cierpiące na hirsutyzm nieszczęśliwe baby. Brr..

 

Joanna Parafianowicz

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Jaga
    31 października 2017 at 13:05

    Hm… Złożyłam pozew, a w odpowiedzi na pozew pełnomocniczka pozwanego cały czas pisze o mnie „powód”, a nie „powódka”. Wyjątkowo to mnie zirytowało, więc postanowiłam, że gdy rozprawie będę zeznawać specjalnie będę akcentować to, że ona jest pełnomocniczką pozwanego, a ja z całą pewnością jako kobieta jestem powódką. Zamierzam to robić często i dobitnie 😉

    • Reply
      Prawnicy Kochają Inaczej
      31 października 2017 at 18:02

      😀

  • Reply
    MP
    5 marca 2018 at 14:18

    Określenie ‚powódce”źle brzmi z wiadomych powodów 😉

  • Leave a Reply