Joanna Parafianowicz

I woke up like this, ale nie na serio

Lubię przeglądać instagrama. Bardzo lubię. Podoba mi się to, że za sprawą niewinnego hashtaga można wziąć udział w różnych akcjach, takich jak #metoo, czy wyrazić poparcie dla jakiejś idei lub wydarzenia.

Zabawne wydaje się jednak to, jak często za sprawą niewinnych wpisów ludzie, szczególnie panie robią głupka z logiki (tak, wiem jak to w oryginale brzmi) i oznaczają swoje zdjęcia hasłami #iwokeuplikethis lub #nomakeup mając na sobie pełny lub przynajmniej częściowy makijaż. Jeśli nie jest tak, że permanentnie kładą się spać z pominięciem bodaj najistotniejszego elementu pielęgnacji jakim jest demakijaż, istnieje spore prawdopodobieństwo, że autorki i zarazem bohaterki swoich portretów mają kłopot. Z czym? Z samoakceptacją.

Oczywiście, wolałabym mieć piękniejszy łuk brwiowy i naturalnie ciemne rzęsy. Byłoby super, gdyby moja linia warg była idealnie symetryczna, a kości policzkowe tak wypukłe, że stosowanie mojego ulibionego #instarc’a niepotrzebne. Ale tak nie jest, a ja wyglądam jak wyglądam – naturalna blondynka z jasną oprawą oczu i policzkami stanowiącymi wyzwanie dla makijażystek. Nie muszę dodawać na instagrama zdjęć bez makijażu, jednak jeśli to robię, decydując się przy tym na obwieszczenie światu, że jestem bez makijażu, to… jestem bez makijażu. Czyli bez podkładu, tuszu, konturówki, cieni, kredki do brwi, różu, rozświetlacza..

Pamiętajcie, że Wasze piękne zdjęcia przeglądają młode dziewczynki, którym daleko do ideału. Na podstawie fotografii, które tylko udają rzeczywistość kształtują sobie nieprawdziwy obraz świata, życia i innych ludzi. Kiedyś taka dziewczynka może być Twoją córką. Czy naprawdę chcesz ją skazywać na to, że na 18-urodziny zamarzą jej się nowe usta?

U góry, zdjęcie w makijażu. Poniżej – bez. Niewyraźne, bo mam popsuty obiektyw w telefonie.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply