Joanna Parafianowicz

O tym dlaczego lepiej byłoby płacić prawnikom w bananach, niż oferować 13 zł za godzinę pracy

„Dyrektor Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim informuje o gotowości nawiązania współpracy z osobami zainteresowanymi świadczeniem na rzecz sądu pracy na zasadzie wolontariatu” – takie ogłoszenie pojawiło się swego czasu na stronie internetowej starogardzkiej jednostki. Zadaniem wolontariuszy miało być wykonywanie prac biurowych i obsługa sekretariatu sądowego. W zamian za to mogli liczyć m.in. na „interesującą i odpowiedzialną pracę” oraz „możliwość praktycznego zweryfikowania i doskonalenia nabytej dotychczas wiedzy teoretycznej”.

Opisany wyżej stan faktyczny wprawdzie dotyczy sądownictwa, a nie środowiska adwokackiego lub radcowskiego, jednak na zasadzie analogii może stanowić zgrabny opis tego, w jakich warunkach przychodzi się kształcić młodym prawnikom marzącym o zawodzie adwokata.

Niechcianą przez młodych, ale jednak normą, niezależną od tego, czy rzecz odnosi się do miast dużych czy mniejszych, jest bowiem to, że prawnicy pracują za darmo lub pół darmo. O ile na etapie studiów i praktyk, które trwają 2-3 godziny w tygodniu sprawa nie musi bulwersować, o tyle wydaje się, że pełnoetatowe „staże” lub odbywanie aplikacji na zasadzie wolontariatu nie powinny mieć w dzisiejszych czasach miejsca Tym bardziej, że praca pro bono powinna stanowić dodatek do pracy odpłatnej, a nie – jej substytut. Irracjonalność stosowania wolontariatu jako podstawy zatrudnienia w sytuacji, w której zatrudniony nie pozostaje zatrudniony w innym podmiocie i nie ma w związku z tym środków do godnego życia podnosi się nie tylko w piśmiennictwie (A. Kijowski: Konstytucyjnoprawne aspekty dopuszczalności pracy nieodpłatnej w: Konstytucyjne problemy prawa pracy i zabezpieczenia społecznego, pod red. H. Szurgacza, Wrocław 2005, s. 93), ale dowodzi jej także życie.

Opłata za aplikację wynosząca ponad 5 000 zł rocznie i składki na rzecz samorządu, choćby były jedynymi wydatkami młodego prawnika wskazują, iż jego wynagrodzenie miesięczne na rękę nie powinno być niższe niż 400 zł, to zaś i tak przy założeniu, że mieszka on z rodzicami nie ponosząc z tego tytułu żadnych wydatków, nie gotuje, nie potrzebuje odpoczynku, a kupione raz ubrania i buty odznaczają się jakością, która pozwoli na ich noszenie przez lata. Po godzinie pracy  za wynagrodzenie na poziomie 13 zł (stawka minimalna przy umowie cywilnoprawnej), dorosły człowiek mający wykształcenie wyższe i zdany egzamin wstępny na aplikację, może pozwolić sobie na kupienie około 3 kilo bananów, 300 gram masła (ok. 3 złote reszty), czy kilograma karkówki wieprzowej w promocji (ok 3 zł reszty) zdarzającej się jednak raczej w sezonie grillowym, niż od jesieni do wiosny. Za tę stawkę, prawnik nie tylko nie będzie miał jakichkolwiek oszczędności, ale także – nie kupi komentarza do kodeksu (skorzysta z krążącego po internecie pdf’a z zeskanowaną książką), nie zabezpieczy swojej przyszłości nie odłoży jakichkolwiek środków pozwalających na otworzenie własnej kancelarii po ukończeniu aplikacji. Za kwotę, o której mowa jednakże – utraci godność, weźmie aktywny udział w psuciu rynku oraz, co być może w długofalowej perspektywie najistotniejsze – utraci entuzjazm do wykonywanej pracy i wiarę w ideały, tak potrzebną w wykonywaniu adwokackiego fachu.

Nie twierdzę, że adwokaci z lekkim sercem wyzyskują młodzież. Nie ma we mnie także przekonania, iż celowo doprowadzają do sytuacji, w której życiowo – zawodowy status aplikanta zbliżony jest do statutu niewolnika w starożytnych czasach bowiem prawdą jest to, że adwokaci, z nielicznymi wyjątkami, nie są krezusami rozbijającymi się ulicami miast w autach za pół miliona. Nie widzę jednak żadnego racjonalnego uzasadnienia po temu, aby oczekiwać, że w sytuacji, gdy adwokat nie może aplikanta godnie wynagrodzić, istniała jakakolwiek racjonalna przesłanka po temu, aby go zatrudniać. Doprawdy, na pocztę można pójść samemu. Korona z głowy nikomu z tego powodu nie spadnie.

You Might Also Like

6 komentarzy

  • Reply
    Ola
    10 listopada 2017 at 13:47

    Człowiek z wykształceniem wyższym kupuje 300 gramów masła, a nie „gram”. A poza tym tekst smutny i niestety prawdziwy…

  • Reply
    Xoxo
    10 listopada 2017 at 15:57

    Degrengolada moralna w środowisku prawniczym jest faktem. Ludzie, którzy są pełnomocnikami w sprawach pracowniczych łamią jakiekolwiek standardy prawa pracy. Nikt nie wszczyna dyscyplinarek dla tych adwokatów i nie wizytuje kancelarii. Niszczy się młodych ludzi, depta ludzką godność. Ludzie w strachu boją się odezwać, aby nie zostać oblanym na ustnym kolokwium (zapraszam na Pomorze). W znanej, gdańskiej kancelarii, proponowano mi ostatnio pracę 12 godzin na dobę za minimalną krajową bez nadgodzin. Na 3 roku chcieli mi proponować patronat, bo „z takimi aplikantami mi się lepiej pracuje”. Chodziło o to, że mając patronat, szantażuje się potem aplikanta, który chce odejść, sugerując wystawienie złej opinii rocznej albo znajomości z komisją kolokwialną. Nigdy w życiu nie zostalbym ponownie członkiem Adwokatury. Nigdy, nikt nie proponował mi na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej nawet szklanki wody, czy herbaty. Ani „dzień dobry”. Słoma z butów wystaje. Wstyd i hańba. Nastroje wśród młodych aplikantów dobrze oddaje opowieść papieża Franciszka, że jak budowano wieżę Babel, gdy spadła cegła, mówiono: „zwaliłeś cegłę głupcze, wiesz ile ona kosztuje?”, a gdy spadał i ginął człowiek, machano ręką i mówiono „Wieczny odpoczynek”.

  • Reply
    Studentka
    11 listopada 2017 at 11:00

    Zazdroszczę Wam silnej wiary w ideały, skoro wytrzymała aż do aplikacji. Moja poległa jeszcze na studiach, gdy okazywało się, że student wracający po urlopie równie dobrze mógł już nie wracać, bo różnica programowa była kolosalna i generowała kolejny rok zastoju, bo trzeba ją było nadrobić. Kiedy dziekan obiecuje załatwienie określonej sprawy bez problemu, a okazuje się, że dziekanat ma na ten temat inne zdanie – po ponownej wizycie u dziekan okazuje się, że masz pretensje o to, że zmieniają się okoliczności (a nie zmieniło się nic), a na skutek długotrwałej procedury masz trudności z załatwieniem całej sprawy w alternatywny sposób. Kiedy okazuje się, że egzamintor nie przychodzi na swój egzamin nie tylko punktualnie, ale w ogóle, pomimo swojej obecności na wydziale i kręcenia się po korytarzach. Kiedy przy porównywaniu egzaminów testowych wychodzi na jaw fakt, że dwie prace z takim samym wynikiem punktowym oceniane są zupełnie inaczej. Kiedy przy pisaniu pracy magisterskiej i oddaniu rozdziału promotorowi otrzymywało się poprawki, a po ich wprowadzeniu i ponownej weryfikacji… otrzymywało się kolejne poprawki, które w efekcie sprawiały, że wprowadzone uprzednio zmiany były cofnięte. Kiedy bez uprzedzenia odwoływano zajęcia lub prowadzący się na nich nie pojawiał. Kiedy chcąc dostać skierowanie na praktyki pojawiasz się piąty tydzień pod drzwiami osoby odpowiedzialnej za to, w godzinach jej dyżury, a ona się nie pojawia, chociaż po drugim takim wypadku wysyłasz uprzejmego mejla z zachowaniem wszelkich zasad kultury i zapytaniem o termin spotkania, a w odpowiedzi otrzymujesz „zg. z ogl” (prawdopodobnie oznacza to „zgodnie z ogłoszeniem”). Kiedy okazuje się, że wykładowca na swoich wykładach wygłasza własne poglądy polityczne, nie zajmując się tematem zajęć.

    Brzmi jak marudzenie? Pewnie tym jest. Pewnie każdy na swoich studiach się z tym spotkał. Tylko… czy to jest szacunek do drugiego człowieka? Czy to szacunek do jego czasu? Te wartości w dużej mierze umierają już na początku prawniczej drogi.

  • Reply
    Krystian
    11 listopada 2017 at 13:15

    Smutek bierze, szczególnie, że sam znajduje się w podobnej sytuacji. Całe studia pracy w kancelarii notarialnej, wykonywanie wszystkich prac (od poczty, przez obsługę administracyjną kancelarii, rozmowy z klientami, po sporządzanie 99% aktów notarialnych) i 13 zł za godzinę na zleceniu. Jednym słowem wykorzystywanie w całym tego słowa znaczeniu.
    Nie rozumiem tego, czemu na aplikacji sędziowskiej normowane są jakieś uposażenia dla aplikantów, a na innych aplikacjach tego brak. Przecież składki miesięczne na rady są spore. Moim zdaniem, powinno być współfinansowanie aplikantów zarówno przez Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i izby prawnicze i samych zainteresowanych patronów. Wtedy koszty utrzymania nie były by dla patrona tak wysokie, podniesiono by poziom godności zarówno aplikanta jak i całego zawodu. Można by przecież wprowadzić zapis podobny jak u przyszłych sędziów, że w razie naruszania swoich obowiązków aplikant będzie zobowiązany zwrócić przyznane mu środki.
    Lepiej jednak udać, że problemu nie ma, a potem dziwić się, że w szeroko pojętym wymiarze sprawiedliwości jest „kumoterstwo”. Trudno się temu dziwić, skoro obecny stan rzeczy sprzyja przyjmowaniu do zawodów prawniczych dzieci z dobrym zapleczem finansowym (często w postaci bogatych rodziców – prawników).
    Dla mnie jest to jedno z większych polskich kuriozów.

  • Reply
    Xoxo
    11 listopada 2017 at 22:43

    Największym kuriozum jeat to, że aplikanci aplikacji korporacyjnych nie są objęci z mocy ustawy ubezpieczeniem zdrowotnym i w przypadku posiadania wyłącznie umowy o patronat i nieuzyskania zgody na nabycie pracę w innej branży, w razie np wypadku mogą zostać z pokaźnym rachunkiem za swoje leczenie.

    Aplikanci Kssipu są ubezpieczeni z mocy ustawy i dodatkowo mają stypendium.

    Konstytucyjna zasada równości podmiotów z tej samej kategorii w praktyce. Co to za teoretyczne państwo, skoro nie może objąć ubezpieczeniem zdrowotnym kilkanaście tysięcy osób?

    Nikt z NRA się tym nie zajmie, ludzie są traktowani jak zwykłe śmiecie. Poza artykułami, ktoś powinien zająć się tym problemem. Podkreślam jednak, że samo napisanie takiego artykułu to i tak wiele.

  • Reply
    Xoxo
    11 listopada 2017 at 22:46

    A i w Pomorskiej Izbie Adw planowano wprowadzić składki członkowskie dla aplikantów w wysokości 40 zł/m-c. Oczywiście zmiana ma objąć również aplikantów odbywających już aplikację, więc dojdzie do klasycznej zmiany warunków gry w jej trakcie.

  • Leave a Reply