Anna Ples

Zakazane słowa

Raz na jakiś czas muszę wylać tutaj swój feministyczny żal. Dostaję później sporo wiadomości i tych dobrych i niestety tyc,h w których nazywana jestem…No wiecie, bardzo wyszukanymi słowami, adekwatnymi do wykształcenia, inteligencji i wiedzy osób je piszących.

Wracając do tematu…. Czy słowa takie jak okres, macica, jajnik budzą obrzydzenie? Chyba nie powinny, a jednak. Zauważyłam, że w XXI wieku niektórzy faceci wciąż wpadają w panikę słysząc te zakazane słowa. Oczywiście zaraz się dowiem, że to pierdoły i że wymyślam sobie problemy, histeryzuje i wcale tak nie jest. Jednak po rozmowach z wieloma kobietami wnioskuję, że nawet te zamężne ukrywają przed swoimi mężami artykuły typu tampon czy podpaska. Dowiedziałam się też, że niektórzy panowie wciąż wstydzą się udać do sklepu w celu zakupu owych artykułów.

Ostatnio byłam też świadkiem sceny (w pracy): kolega zapytał jedną z dziewczyn dlaczego siedzi taka skulona, ona odpowiedziała, że ma okres, na co dostała replikę „eee nie musiałaś tego mówić”. Serio, słyszałam i widziałam już wiele razy to obrzydzenie na męskich twarzach, kiedy rozmowa schodzi na ten temat. Takie zachowania można zauważyć od najmłodszych lat. Pamietam jak w gimnazjum chłopcy znaleźli u mnie podpaskę i jednocześnie bardzo ich bawiło to, że mamy menstruację, a z drugiej strony widać było na ich twarzach zakłopotanie. Ja na szczęście mam fajną Mamę, więc wiedziałam, że takie sprawy są zupełnie normalne, niestety niektóre dziewczynki były przejęte głupimi komentarzami rówieśników.

A Wy, jakie macie do tego podejście? Chciałabym poznać zarówno damski jak i męski punkt widzenia na te sprawy. Czy faktycznie mówienie o bólach jajników jest czymś zdrożnym? Czy w dzisiejszym świecie panowie nie powinni być lepiej wyedukowani w „tych” sprawach? Nie wspominając już o odróżnieniu pewnych elementów kobiecej budowy…

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Julia
    16 listopada 2017 at 10:46

    Wydaje mi się, że podejście do tych kwestii wynosi się w dużej mierze z domu. U mnie w domu raczej nie było tematów tabu, więc też nie przejmowałam się, jak w szkole wypadła mi z plecaka podpaska. Za to do dziś pamiętam zakłopotanie mojego męża, kiedy na samym początku naszej znajomości na pytanie „co Ci jest?” odpowiedziałam mu, że mam okres i boli mnie brzuch. Potem okazało się, że u niego w domu (mimo tego, że ma trzy siostry!) nigdy nie rozmawiało się o „tych rzeczach”, a ig tata nawet nie wiedział, że jego córki już miesiączkują… na szczęście teraz mój mąż kupuje mi czekoladę „na okres” i bez skrępowania dzwoni do mnie ze sklepu z pytaniem czy nie potrzebuję przypadkiem podpasek albo tamponów i uważa, że robienie z tego tematu tabu jest bardzo słabe 😀

    • Reply
      Pan Cogito
      17 listopada 2017 at 01:59

      Mówisz że jesteś feministką, liczę że tą która zatrzymała się na 2 bądź 3 fali feminizmu ~ były one słuszne i zdrowo postępowe. Bo to co obecnie się dzieje fala 4 czy tam 8, wątpię by znalazła uznanie wśród dawnych sufrażystek. I ten podział również odnosi się do tego trudnego czasu jaki przechodzą co miesiąc kobiety. Moja mama zawsze, odkąd pamiętam mówiła mi magiczne słowa,, Mam okres ” wtedy wiedziałem że nie należy jej zadręczać tylko podać koc herbatę, nospę, czasem zapisała na kartce jakie tampony podpaski jej kupić . I fakt mijały te 3 dni i wracała do siebie. I uważam że taki rodzaj wsparcia winien każdy facet czy to ojciec, mąż, syn. Dla przeciwieństwa jedna z moich ex… Naginała wiecznie wszystko pod okres, przed było źle w trakcie, po było źle. Człowiek tulił, biegał po czekoladę, podpaskę, ani proszę ani dziękuję bo MI SIĘ NALEŻY. Więc miesiąc miał tak naprawdę 20 dni do kitu i może 10 dobrych. Tyle że z czasem się okazało że,, głupi poirytowany facet” rozpisałem cykl i nagle dni marudne nie pasowały i to bardzo. Na hasło zapisz się proszę kochanie do ginekologa, bo się o Ciebie martwię był śmiech i agresja. Kończąc, są kobiety z klasą które potrafią dać jasny sygnał dla otaczających je mężczyzn , a jeśli coś serio nie gra to idą do lekarza bo dbają o swoje zdrowie. A są takie które traktują okres jak kozła ofiarnego, broń wobec otaczających mężczyzn czy w debacie publicznej etc.

  • Reply
    Natalia
    17 listopada 2017 at 10:19

    Ja dość konsekwentnie w życiu nie krępuje sie mówiąc o tych tematach. W gronie znajonych nie ma problemu, wszyscy wiedzą, że to ludzkie, że jesteśmy dorosłymi i odpowiedzialnymi ludzmi i nie jest problemem fakt, że koleżanka ma okres i wobec tego w czasie zakupów na sobotnia imprezę obok butelki wina położy tampony. W miejscu pracy gdzie jest wielu mężczyzn tolerancja w pełni ale wypracowana, słowami w postaci „wy rozmawiacie o meczu, ja moge z koleżanka ponarzekać, ze mam okres”. Ale potem siadam przed TV i słyszę wypowiedzi, że edukacja seksualna w szkole nie jest potrzebna a kiedy spytałam mojej 16 letniej siostrzenicy czy na biologi mieli omówione kwestie cyklu menstruacyjnego i innych spraw odpowiedziała, że nie. Ręce mi opadły. Niestety zauważam, ze kreowane jest społeczeństwo w którym jesli nie masz wystarczajaco silnego charakteru aby utrzymać własne zdanie i czasami przeciwstawić sie światu to niestety prawdopodobnie Twoja córka w wielu 16 lat powie, ze jest w ciąży bo nikt nie pokazał jej co to prezerwatywa lub studentki przy okazji pierwszej w zyciu wizyty u ginekologa beda dowiadywać sie o chorobach narządów połciowych ktore mozna było wykryć i wyleczyć gdyby powszechnym było mówienie, ze każda kobieta przynajmniej po pierwszej miesiączce powinna pojsc do ginekologa. Jeden ze spektakli w teatrze Pani Krystyny Jandy konczy sie wyświetleniem napisu „Obudź się Polsko” mysle, ze w zakresie edukacji sexualnej to bardzo wskazane

  • Leave a Reply