Joanna Parafianowicz

Ponoć żeby schudnąć, trzeba jeść

Dieta od poniedziałku, basen od jutra, a siłownia od nowego roku, to zaklęcia, w które podobnie jak wiele kobiet wierzę i wypowiadam regularnie. W teorii wszystko działa świetnie, a w praktyce – odchudzam się maksymalnie do 16 w pierwszy dzień tygodnia, po czym rzucam się na jedzenie, na basen jest za zimno lub za gorąco (niewłaściwe skreślić), a po nowym roku jest zwykle tyle na głowie, że człowiek zapomina z jakiego właściwie powodu cokolwiek sobie obiecywał.

W konsekwencji zaś, nieprawdziwe okazują się słowa piosenki Natalii Kukulskiej: im więcej ciebie, tym mniej, a na dodatek, im więcej lat, tym więcej kilogramów. Rzecz jasna, mówię za siebie. Dojrzałam zatem do tego, aby coś i aby się zmienić. Nie mam ochoty podejmować kolejnej diety (skoro przerobiłam wszystkie), ale – postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście, aby schudnąć, trzeba jeść. I cóż…

Od tygodnia jestem na diecie pudełkowej Dietbox.

Choć na wymierne efekty przyjdzie mi najpewniej poczekać, to pierwszymi wrażeniami mogę się już podzielić.

Przez 5 dni w tygodniu dostaję 5 posiłków (1 200 kalorii), a zalecane między nimi odstępy 3-godzinne obliczam z zegarkiem w ręku. Gdy wstaję, torba z jedzeniem wisi już na klamce. Mam z tego wszystkiego głównie frajdę – po pierwsze: co rano szukam jedzenia niemal jak paczki z prezentami na mikołajki, po drugie – nigdy dotychczas nie jadłam tak zróżnicowanych pokarmów, po trzecie  – nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek tak wyczekiwała poniedziałku 🙂 i po czwarte – nie lubiłam jaglanki, a teraz wiem, że może być smaczna.

Na razie – jestem zachwycona. Plan jest taki, że ten sposób odżywiania będzie mi towarzyszył przez minimum 3 miesiące. Wnioskując po zróżnicowanym jadłospisie (niżej), raczej mi się nie znudzi. Boże broń jednak przed chipsami z Lidla!

PLUSY: zróżnicowana dieta, nie muszę gotować, tylko jedno danie zawierało pierzarki (za którymi nie przepadam, ale warto dodać, że można zrezygnować z 3 składników), pilnuję stałych pór posiłków (niekiedy jem w samochodzie, np. w drodze do sądu), jedna osoba już się ode mnie zaraziła pudełkami.

MINUSY: zwykle nie mam czasu przełożyć czegokolwiek na talerz na czym niewątpliwie cierpią wrażenia estetyczne, z pewnością nie jest to przygoda niskobudżetowa.

O postępach i dalszych wrażeniach będę donosić regularnie na stronie. Codziennie staram się też pokazać na instastory to, co jem.

 

Wpis oraz moja misja zdrowego odżywiania realizowane są we współpracy z marką Dietbox.

 

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Ola La
    29 listopada 2017 at 10:56

    Korzystałam w trakcie przygotowań do egzaminu zawodowego i sprawdziło się świetnie – tyle że ja traktowałam to jako zdrowy sposób przetrwania a nie droga do schudnięcia. Po prostu ucząc się, nie miałam czasu na gotowanie, więc początkowo sięgałam po batoniki, naprędce zrobione kanapki itd., co po kilku tygodniach odbiło się na mojej wadze. Dlatego tez postanowiłam skorzystać z pudełek i w tej roli dietboxy super się spisywały. Niestety po dwóch tygodniach nie mogłam już patrzeć na te wszystkie pudełka i tylko myślałam o tym, co bym sobie dziś sama przyrządziła, albo na co to mam dziś ochotę (czego oczywiście w pudełkach nie było). Podsumowując – na krótko – fajne, na dłużej – męczące 🙂

  • Leave a Reply