Joanna Parafianowicz

Krótka historia o mężczyźnie żyjącym w związku z pasztetem i o kobiecie randkującej z kotem

Choć to bardzo długi tekst, z pewnym zaciekawieniem przeczytałam artykuł Heleny Łygas pt. „Jeśli poznaję faceta w koszulce z nadrukiem, wiem że nic z tego nie będzie”, czyli T-shirt jako emblemat niedojrzałości„, opublikowany w serwisie natemat.pl. Z autorką zgadzam się w jednym – wygląd ma znaczenie. W pozostałym poglądy mamy rozbieżne. Autorka stoi bowiem na stanowisku, że w relacjach damsko-męskich zasada jest jedna – „jeśli ukończyłeś jakiś czas temu studia, nie podróżujesz akurat po Bałkanach, ani nie jesteś programistą-metalem, czas powoli zacząć myśleć o reorganizacji szafy. Koszulki z olbrzymim logiem znanej marki, czy po prostu ze „śmieszną” grafiką powinny płynnie przejść z kategorii „ubrania wyjściowe” do kategorii „do spania” lub bez cackania się – „do podłogi”. To znaczy powinny, o ile w najbliższych latach masz zamiar dostać awans, chciałbyś, żeby ludzie przestali zwracać się do ciebie „Krzysiu” lub masz już dość randek z 19-latkami mającymi problemy z facetką od fizyki.”

Cóż…

Z jednej strony od dziecka uczy się nas, że nie ocenia się książki po okładce, że nie szata zdobi człowieka itp. Z drugiej zaś, dziewczynki od najmłodszych lat nastoletnich karmi się tekstami w rodzaju „szanuj się”, „stać cię na kogoś lepszego”, „tego kwiatu pół światu”. Gdy są starsze rodzice i otoczenie przypomina im, że idąc na studia powinny znaleźć sobie kogoś na podobnym poziomie, z wykształceniem i perspektywami. Chłopcy zaś wiedzą niemal od przedszkola, że są „towarem” deficytowym, że dziewczynek jest dużo, większość chce założenia rodziny i przebierać mogą w nich jak w ulęgałkach (prym w tym zakresie zdają się wieść młodzieńcy wychowywani tylko przez mamy).

Z czym zatem się spieszyć, skoro – na miłość nigdy nie jest za późno, lepiej być samemu niż z byle kim, nie warto być z emocjonalnym wampirem, jeśli w związku coś nie gra, może warto poszukać innego partnera?

Nie chcę brzmieć jak dinozaur twierdząc, że „kiedyś”, albo „za moich czasów, to…”. Na temat tego, jak było kiedyś wiem głównie z lektur, filmów i opowieści rodziców, a moje czasy w gruncie rzeczy są teraz. Zastanawiam się zatem, dlaczego tak wielu ludzi nie jest w związkach lub przesuwa wstąpienie weń coraz to dalej na osi czasu. Cóż, odpowiedzi na te pytania jest z pewnością wiele, ale jedną z nich może być przypuszczenie, że zbyt dużą wagę przywiązujemy do spraw powierzchownych i przemijających. Jeśli oceniamy ludzi po tych właśnie zmiennych, nie dziwi coraz większa popularność relacji, w których próżno szukać nadziei na spokojną starość z kimś bliskim u boku. Lat starczych nie dotrwa z nami ani kot, ani pasztet, choćby najlepiej zakonserwowany, w odróżnieniu od przyzwoitego faceta w koszulce z printem, lub spontanicznej babki w majtkach z napisem „Friday”…

 

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    A
    7 grudnia 2017 at 13:57

    W przypadku aplikantów adwokackich to w jakimś procencie zasługa starszych kolegów, którzy nie widzą w młodym palestrancie drugiego człowieka i proponują mu 1200 zł pod stołem za etat. Nikt nie utrzyma za to rodziny. Jednocześnie „etyka” zabrania młodym ludziom pracy w innym, niebranżowym miejscu, bo to godzi w godność zawodu. Setki istnień ludzkich marnuje więc swoje najlepsze lata, będąc przodownikami Etyki i nie zarabia przez wiele miesięcy wcale. Trwanie w takiej sytuacji sprawia, że z powodów finansowych nie można usamodzielnić się i założyć rodziny. Widocznie adwokatura preferuje hodowlę dużych dzieci.
    Co do przesłania artykułu – zgadzam się z większością założeń.

  • Leave a Reply