Joanna Parafianowicz

Chapeau bas, matki, żony i kochanki

Są takie dni, jak choćby dziś, gdy kończę trudną sprawę rozwodową i mam satysfakcję z wyroku kapka w kapkę odpowiadającemu sformułowanym przeze mnie wnioskom. Mam wtedy poczucie, że moja praca ma znaczenie, a tym co robię, mogę zmieniać świat. Są jednak też takie dni, o dziwo – jak choćby dziś, gdy po przyjściu do domu lub wręcz nie mogąc z niego wyjść widzę wokół siebie kurz, smród, brud, bałagan…

….jedno dziecko ubrane niekompletnie i biegające z katarem, drugie dziecko zmęczone po wyjazdowym turnieju i bez siły na wyjście do szkoły, wiszącą w librusie zapowiedź klasówki z brył, do której nie umiem syna przygotować, psy którym nikt nie dał jeść, a jeden zaplątał sobie pazur w kołtun, koty, które tak się naparzały, że z 5 – 2 straciły obroże, a pozostałe pochowały się po kątach, nierozładowaną zmywarkę i braki w zaopatrzeniu w środki higieniczne, bo nikt poza mną, nie tyleż nie kupił, co nie zwrócił uwagi na fakt, że rolka po papierze toaletowym jest już od jakiegoś czasu pusta.

W takim dniu jak dziś nie ma to jak usłyszeć: no, ale przestań, nie rób z siebie Jezuska, przecież inni też tak mają.

Nie, nie inni tak mają. Inne tak mają.

Niestety w przeważającej liczbie znanych mi rodzin bez kobiety w roli managera, kucharza, sprzątaczki, praczki (nie, pranie nie robi się samo, podobnie jak samo nie wchodzi do pralki i się samo nie rozwiesza), nauczycielki, korepetytorki i osoby planującej święta, imprezy, prezenty, outfity (legginsy w jednorożce nie pasują do bluzy w panterkę!), lekcje, klasówki, konkursy, treningi, odprowadzanie i przyprowadzanie dzieci z przedszkola/szkoły – nie da sę przetrwać. I nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby partnerzy/mężowie/narzeczeni/faceci tych „innych”, jeśli są tak zarobieni w pracy i staniem w korkach w drodze powrotnej do domu, przynajmniej częściej zechcieli doceniać (plan maksimum) lub nie kwestionować (plan minimum) tego codziennego jezuskowego trudu. Poważnie, byłoby go o nieeeebo łatwiej znosić.

Podziwiam Was drogie Panie. Serio.

Jest godz. 21:36. Właśnie przyjechałam do kancelarii. Jezusek też czasem chce pobyć adwokatem.

 

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Anna
    19 grudnia 2017 at 10:13

    jednym słować czasami idzie się wk… ić

  • Odpowiedz na „AnnaCancel Reply