Joanna Parafianowicz

W imię zasad, czyli o tym, dlaczego prawnik powinien szanować prywatność

Na przełomie 1938 i 39 roku w USA pewien sędzia Sądu Najwyższego otrzymał potężny materiał dowodowy, na który składały się setki godzin nagrań rozmów gangsterów. Na podstawie tych rozmów postawiono zarzuty złamania prohibicji, wymuszeń a nawet zabójstw. Dowody nie pozostawiały wątpliwości, że dopuszczono się licznych przestępstw. Mimo tego, wyrok w sprawie uniewinnił wszystkich oskarżonych. Dlaczego? Policja założyła podsłuchy nielegalnie. Sąd stwierdził, że dobrem cenionym wyżej niż orzeczenie skazujące kilku gangsterów jest prawo do prywatności.

Niemal każdy z nas ma konto na facebook’u, instagramie, lub jakimkolwiek innym medium społecznościowym. Wiele osób chętnie dzieli się swoją prywatnością, zdjęciami, relacjami, informacjami o statusie związku, czy miejscu zatrudnienia. Jedni robią to świadomie, inni zaś – zwyczajnie nie widzą, że domyślne ustawienia prywatności mogą sprzyjać kolportowaniu publikowanych treści niemalże w każdy zakątek świata. Oprócz tego wszystkiego, co mamy na łolu, lajkujemy fanpejdże, dołączamy się (lub inni dołączają nas) do różnych grup, w których się udzielamy bardziej lub mniej. Treści zamieszczane w grupach są dostępne dla członków danej grupy (tajnej lub zamkniętej) lub dla wszystkich (grupy otwarte), przez co wprawdzie niektóre posty – nie dołączając się do grupy – a/ widzimy, b/ widzimy i możemy dodawać polubienia lub inne reakcje, albo 3/ nie widzimy ich wcale.

Jak wynika z powyższego, nawet w czasach, w których w zasięgu ręki mamy niemal wszystko, facebook – bądź co bądź chętnie gromadzący dane o nas – rozróżnia formy, w których jego użytkownicy mogą się udzielać publicznie – publiczność ową ograniczając. Czym? Prywatnością. Dlaczego? Bowiem to pojęcie nadal ma znaczenie. Podobnie jak i „regulamin”, czy „zasady korzystania” z tego lub owego.

Szacunku do zasad, w tym także do tego, co ktoś chce zachować dla siebie lub osób przez siebie wskazanych uczymy się od dziecka. Dzięki temu – nieproszeni nie zaglądamy innym do torby, czy portfela, nie czytamy cudzej poczty, czy wstępując do grupy, która rządzi się pewnymi zasadami, nie dzielimy się tym, co się dzieje w środku. Szacunek dla czyjejś prywatności to bowiem wyraz pochylenia się przed tym, że ktoś, kto/jakaś grupa, która chce coś zachować dla siebie lub konkretnych osób ma prawo do tego, aby nie było to ujawniane publicznie. Motywy są tu bez znaczenia.

Dlaczego piszę o tym na blogu, wprawdzie dość swobodnie prowadzonym, ale mimo wszystko – skierowanym do prawników? Z prostego powodu.

Bycie prawnikiem to bowiem przede wszystkim – bycie godnym zaufania. Zwrócenie się do prawnika po pomoc oznacza ni mniej nie więcej, jak wiarę w to, że nasze intymne sprawy, interesy, czy zamierzenia nie zostaną upublicznione, podane do wiadomości innych, obśmiane podczas lunchu, opisane w charakterze anegdoty, czy zeskrinowane i wrzucone w inne miejsce, w którym zrobi się z nich dobrą zabawę.

Co zaś, jeśli prawnik nie rozumie, dlaczego prywatność jest ważna?

Niby nic.

W skali mikro – nadal może przecież być sprawnym konsultantem dużej firmy doradczej o nienagannej prezencji i modnie przystrzyżonym wąsie, może bez problemu poruszać się w podatkach i prawie handlowym, może być wielkim wielbicielem marketingu i miłośnikiem nowych technologii.

W skali makro – nie rozumie istoty zawodu, który wykonuje lub do wykonywania którego aspiruje.

JP

p.s. jeśli na stronie Pokoju Adwokackiego znajdziecie wpisy pochodzące z zamkniętych grup, pozwalające na ustalenie tożsamości autora, dajcie proszę znać, a zostaną niezwłocznie usunięte.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply