Joanna Parafianowicz

Kuchnia konfliktu

Kuchnia to jedno z tych miejsc, w których ludzi częściej coś łączy, niż dzieli. Przy jedzeniu zaś poruszamy wiele tematów. Czego jak czego, ale konfliktu w kuchni, zwłaszcza przy jedzeniu, nikt nie chce. Ja jednak, polecam…

Mówi się, że poznawanie kuchni świata powinno się zacząć od wizyty w lokalnym sklepie spożywczym (gdziekolwiek na świecie) lub od odwiedzenia kogoś, kto w danym miejscu mieszka i zjedzenia z nim. Wówczas bowiem, choć jedzenie być może nie będzie podane na najlepszej zastawie, dowiesz się jaka na prawdę jest kuchnia kraju Twojego gospodarza.

Jeśli jednak nie wybierasz się w najbliższym czasie do Tadżykistanu, Uzbekistanu, Nepalu, czy Kongo, odwiedź Kuchnię konfliktu, w której gotują uchodźcy i emigranci, ludzie z różnych kultur. Jedzenie, którego receptury odtwarzają z pamięci tworzy menu knajpy. Niemal codziennie się zmienia, w zależności od tego, kto stoi przy kuchni.

To, co poza jedzeniem, niesieniem pomocy osobom pochodzącym z miejsc objętych konfliktem zbrojnym lub z niego wychodzącym w Kuchni konfliktu jest ważne – z perspektywy prawnika – to także to, iż kucharze są zatrudniani na podstawie umowy, mają prawo do urlopu. Otrzymują godziwe wynagrodzenie.

 

Reasumując „Kuchnia konfliktu” to coś więcej niż knajpa. To ważne wydarzenie na kulinarnej mapie stolicy. To empatia dla drugiego człowieka. To jednak także – a może dzięki temu wszystkiemu – pyszne jedzenie, którego nazwy nie udało mi się zapamiętać 🙂

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply