Joanna Parafianowicz

10 zjawisk, z których wolałabym nie rezygnować i które polecam, głównie kobietom

Matka, żona i (oby jak najczęściej, byle zgodnie z prawem!) kochanka, prawniczka (lub nie), wszystko-ogarniaczka i posiadaczka wielkiej torby. To nie tylko ja. To większość z nas, kobiet. Dzień zaczynamy wcześnie, kończymy późno i choćbyśmy nie wiem, jak się starały, nasza doba to nic innego jak jazda po bandzie, w dodatku bez trzymanki. Dlatego właśnie warto, moim zdaniem, korzystać z rozwiązań, które nam życie ułatwiają lub po prostu czynią je przyjemniejszym. Poniżej, krótka lista moich faworytów w tej dziedzinie.

1. iWatch

Król królów. Ma niemal wszystko to, co moja komórka. Dzwoni, pisze, gromadzi zdjęcia w chmurze. Pozwala, po naciśnięciu jednego magicznego przycisku, rozmawiać na głośnomówiącym. Sprawdza tętno, liczy kroki, ma wymienne paski, pasuje do wszystkiego. Wibruje, wydaje dźwięki, przypomina. Jest uroczy.

Czy zatem zegarek marki Apple jest czymś, bez czego nie można się obejść? Oczywiście! Ale znając jego możliwości – nie chcę. Dlaczego? Bo na rozprawie nie muszę sięgać po telefon, aby odczytać wiadomość od mojego syna lub ją dyskretnie nadać, a ponadto odpada mi klasyczny problem kobiet – przekopywanie się przez zawsze zbyt pojemną torbę w poszukiwaniu komórki, gdy dzwoni. Nie muszę, mogę odebrać jednym palcem.

Tak, ten zegarek skradł moje serce. Dodam też, że dodatkowe paski do niego kupuję na aliexpress, starając się nie przekraczać ceny jednostkowej 3 dolarów za sztukę.

iWatch nie jest tani, ale można kupić używany za ułamek ceny!

2. Clue (Android, iOs)

Próbowałam wielu aplikacji o podobnym profilu, ale ta jest niedościgniona. Czym jest Clue? To nic innego jak narzędzie do śledzenia cyklu menstruacyjnego pozwalające – dzięki przejrzystej i nieskomplikowanej formie – zgromadzić naprawdę ważne informacje o tym jak funkcjonuje nasz organizm i dlaczego w pewnych momentach mamy przymus robienia awantur i przeżywania dramatów większych niż na codzień. Papierowe kalendarzyki i zaznaczanie krępujących dat w kalendarzu kancelaryjnym (jedynym, którego używam) nie jest mi już potrzebne 😉

Aplikacja jest darmowa

foto: http://wesleyanargus.com/

3. SelfControl (iOs)

Prosta aplikacja pozwalająca na okiełznanie demona internetu. Jeśli chcę w spokoju popracować nie tylko nie słysząc powiadomień z facebooka, ale także – uniemożliwić sobie zaglądanie na Pudelka , po prostu ją włączam ustawiając czas obowiązywania banu.

Aplikacja jest darmowa.

4. AlarmClock (iOs)

Należę do tej kategorii osób, które musząc wstać rano, np. o 6, nastawiają budzik na 5:58, 6:00, 6:08, 6:12 aż do 7:00, a po wybrzmieniu każdego z alarmów ustawiają drzemkę. Dzięki temu rozwiązaniu, poranek ze mną jest jak udział w koncercie na wiele instrumentów, przy czym mało który działa na mnie tak, jak powinien. Nie budzę się. A jeśli już, większość dźwięków budzików mnie drażni, a kiedy tak się dzieje, źle nastawiam się na resztę dnia. AlarmClock to zmienił. Pozwala na ustawienie alarmów, które de facto alarmami nie są. Budzą mnie bowiem dźwięki charakterystyczne dla porannej łąki, plaży, lasu, ptaków, a wraz z nimi słowa, które mają miękko wprowadzić w dzień i zmotywować (choć nie do końca wierzę w skuteczność – do odchudzania, tworzenia, budowania poczucia własnej wartości). Na mnie to działa.

Aplikacja, o czym dowiedziałam się po upływie okresu próbnego, jest odpłatna i kosztuje ok. 27 zł. Wydałam je.

5. Kindle

Czytników przedstawiać nikomu nie trzeba. Odkąd się do nich przekonałam (co nie było proste), nie kupuję papierowych książek, nie wypełniam półek, nie wieszam kolejnych. Po prostu czytam, zaznaczam ciekawsze fragmenty, jeśli chcę, mogę je sobie udostępnić na facebook’u. Lubię myśleć, że kindle to taki mały krok w stronę minimalizmu, który kocham, choć  uprawiam jedynie w teorii.

Kindle kosztuje. Ceny są różne w zależności od opcji – z podświetleniem lub bez. Ja mam światło i dzięki temu czytam nikogo nie budząc. A mogłabym, bo czytam dużo, codziennie, aż zasnę.

6. iLife

To nic innego jak tańsza wersja Rumby. Sam odkurza, czyści podłogę, bateria starcza na długo. Mój dom, pełen psów i kotów wreszcie (o ile nie zapomnę go uruchomić) nie jest siedliskiem kłaków. Ma jednak jeden minus – lubi wciągnąć psi ogon. Jeśli trafi na psa, który ma problem z asertywnością, jak moja Wiki, może się okazać, że nastawienie odkurzacza na konkretną godzinę skończy się tym, iż po powrocie zastanę podłogę brudną, a psa siedzącego obok odkurzającego krążka. Z ogonem w środku.

foto: Chinaprices.pl (mój był kupiony jako używany i kosztował ok. 150 zł!). Cena regularna to ok. 1 000 zł.

7. Tiny Scanner

Dzięki tej iPhone’owej aplikacji przestałam używać skanerów. Wystarczy mi telefon. Robię zdjęcie, ustawiam opcję kolorystyczną i wysyłam gdzie chcę – na maila, iCloud’a, Dropboxa, Google Drive, Evernote, fax lub prosto do drukarki. Mogę też zostawić zdjęcie w rolce aparatu. Jak dla mnie – bomba!

Foto nie dam, bowiem widać by na nim było pisma moich klientów.

Aplikacja jest darmowa, ale korzystanie z pełnej oferty kosztuje. Zabijcie mnie, ale korzystam z niej już tak długo, że nie pamiętam więcej niż: niedużo i jednorazowo.

8. Russell Hobbs Mix & Go

To tylko blender i aż blender. Mały, składający się z niewielu części, łatwo jest go umyć. W 30 sekund robi z wszystkiego smoothie, koktajl, sos. Można nim robić lody! Niezastąpiony (choć wiem, że w Lidlu można kupić jego tańszą wersję).

Cena ok. 100 zł a lidlowy odpowiednik niewiele tańszy.

9. Keratynowe prostowanie

Mam piękne, kręcone blond włosy, których od podstawówki zazdrościły mi prostowłose koleżanki, a ja tego nie rozumiałam. Do zabiegu zbierałam się ponad 2 lata. Dzisiaj żałuję każdego straconego dnia. Pierwszy raz w życiu mam włosy, o których marzyłam – proste (choć poddające się zabiegom), błyszczące, nie wymagające wysiłku. Obawiam się, że na prostowaniu (kończącym się przy pierwszym deszczu lub wilgoci) spędziłam wiele miesięcy, jeśli nie lat. W moim wypadku nie ma zatem mowy o facecie, który zabrał mi najlepsze lata życia. Odpowiedzialność ponosi prostowanie! 🙂

Za zabieg zapłaciłam ok. 250 zł w jednym z salonów Jean Louis David. Mam kartę stałego klienta i dostałam 10% zniżki. Dziś wiem, że byłabym skłonna, dla tego efektu, zapłacić więcej niźli regularna cena. Ale nie będę musiała 🙂

10. Utwardzacz do lakieru Seche Vite

Piorę, gotuję, myję, sprzątam, szoruję i robię wszystko to, co na co dzień jest potrzebne, a co nie dodaje mi seksapilu i urody. Maluję jednak paznokcie nie dlatego, że lakier mi odpryskuje, ale z tej przyczyny, że moje paznokcie rosną tak szybko, że malowanie ich raz na tydzień to konieczność. Nie łamią się, nie kruszą, można nimi niemal kroić chleb. Dzięki czemu? Zdrowej diecie, rzecz jasna! Ale także za sprawą tego utwardzacza. Nadaje się do stosowania na lakier suchy i (jeszcze!) mokry. Sprawia, że niezależnie od tego, czy kosztował 5 zł, czy 80, trzyma się tak samo długo. A cena? Kilkanaście złotych!

 

 

 

 

You Might Also Like

3 komentarze

  • Reply
    Paula
    22 czerwca 2018 at 22:22

    Iwatch? C’mon… niania, sprzątaczka, terapeutka – to są pomoce, których nam trzeba

    • Reply
      Prawnicy Kochają Inaczej
      28 czerwca 2018 at 16:29

      Niekoniecznie 🙂

  • Reply
    Dorota
    9 lipca 2018 at 15:40

    I <3 Pani Mecenas wpisy
    Ja polecam abonament w legimi, wybrałam razem z czytnikiem, który jest nieco "drewniany", ale czytam co chce i gdzie chce. Nie targam pół torby książek ze sobą.
    I-watch – mam nowe chciejstwo dzięki wpisowi, z resztą się zgadzam w 100%, a te aplikacje – boskie.

  • Leave a Reply