Joanna Parafianowicz

Dziewczyny z Dubaju

Dziewczyny z Dubaju, autorstwa dziennikarza Piotra Krysiaka, to pozycja wzbudzająca emocje i z samego faktu swojego istnienia obiecująca czytelnikowi odkrycie tajemnic afery, która niedawno wstrząsnęła polskim show biznesem, znajdując finał w sądzie. Dla przypomnienia – m.in. córka i żona znanego muzyka zostały skazane za czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę.

Jeśli oczekujecie, że w skrócie wymienię nazwiska celebrytek, które po godzinach parały się prostytucją, podam linki do profili społecznościowych pań zamieszanych w „aferę”, zrobię listę wymyślnych technik seksualnych, których oczekiwali od nich klienci, czy dokonam moralnej oceny zjawiska ukoronowaną stwierdzeniem, że Arabowie traktują nasze rodaczki jak rzeczy, to nic z tego. Tego wszystkiego możecie dowiedzieć się z plotkarskiej prasy i portali.

Jedyne, co proponuję, to recenzja książki.

Choć zdaję sobie sprawę z tego, że każdy człowiek ma opinie o poglądy na rozmaite zjawiska i ludzi, od dziennikarza (którym jest autor Dziewczyn z Dubaju) w związku z jego pracą oczekuję co najmniej pozorów obiektywizmu, choć jego występowanie w czystej postaci, byłoby też mile widziane. Dlatego nawet w sytuacji, gdy dziennikarz opisuje sprawy, którymi się brzydzi, których nie pochwala, co do których moralnego aspektu ma poważne zastrzeżenia, powinien umieć wspiąć się na wyżyny swojego rzemiosła i przygotować materiał w taki sposób, aby czytelnik miał możliwość wyrobienia sobie własnej opinii na dany temat na podstawie dostarczonych mu informacji. Nie zaś – emocji ukrytych w poszczególnych słowach.

W kontekście powyższego z przykrością stwierdzam, że choć temat książki rozpala wyobraźnię i wzbudza zainteresowanie tematem, Dziewczyny z Dubaju, to w moim odczuciu prywatna wojna autora. Z kim i o co? Nie śmiem dociekać. Zauważam jednak, że Piotr Krysiak nie lubi bohaterek swojej książki. Czym się to objawia?

Przede wszystkim trudno byłoby znaleźć choćby jedną stronę książki, na której do imion prostytutek lub pośredniczek nie dodałby określeń takich jak „dziwka”, „kure**a”, „burdelmama”. Wydaje się tymczasem, że nie trzeba być wyrafinowanym krytykiem literackim, aby sięgając po pozycję, która traktuje o prostytucji wiedzieć, że jej bohaterki albo wykonują ten zawód, albo pośredniczą w organizowaniu go. W tym celu jednakże nie ma potrzeby posługiwania się nacechowanymi emocjonalnie epitetami.

Ponadto, autor wprost ocenia stwierdzając, że pośród wszystkich osób, z którymi rozmawiał przygotowując publikację, jedynymi honorowymi osobami byli klienci prostytutek. Z jakiego powodu? Przytoczony na tę okoliczność wywiad z jednym z nich, opowiadający o prowadzonym podwójnym życiu i sekseskapadach z różnymi paniami, nie zdradza choćby cienia okoliczności pozwalających na przyjęcie, że ten oto mężczyzna ma honor. Przeciwnie, zdradzanie żony, wiązanie się z innymi kobietami, wydawanie niemałych wspólnych pieniędzy na seks zdaje się temu przeczyć. Może po prostu nie wiem, czym jest honor?

O Dubaju książka właściwie milczy, mimo tytułu. Autor opowiada o schadzkach pań i panów w Courcheveil, na Ibizie, w Paryżu, Genevie, na Mazurach, czy w Warszawie. Dubaj majaczy zaś gdzieś w oddali, ale bliższych informacji na jego temat nie ma.

Nie wiem skąd autor zaczerpnął dialogi między bohaterami, choć książka w dużej mierze składa się właśnie z nich. Czy pochodzą z akt sprawy i wynikają z założonych podsłuchów, czy ich treść została zrekonstruowana na podstawie rozmów z bohaterami? Autor stwierdza jedynie, że rozmowy są prawdziwe. Ja jednak ręki bym za to nie dała.

Ostatnie zastrzeżenie wobec książki wynika z tego, iż jej autor, choć poświęcił jak mniemam niemało wysiłku na jej opracowanie – nie zna nazw zjawisk, które opisuje. Stręczycielstwo (nakłanianie innej osoby do uprawiania prostytucji), kuplerstwo (ułatwianie innej osobie uprawiania prostytucji), sutenerstwo (czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inną osobę)? Komu chciałoby się pochylać nad definicjami! Nie chodzi tu przecież o pokazanie prawdy, lecz wywołanie emocji…

Cóż, książka Ameryki nie odkrywa. Dubaju, jak wspomniałam, z resztą też nie. Odnoszę wrażenie, że pozycja, która miała zdradzić jakąś tajemnicę w dużej mierze czerpała z publikacji prasowych, a nie materiałów postępowania w sprawie. Nie zawiera nazwisk, nie odnosi się do faktów. Jaka zatem jest jej wartość, jeśli przed przystąpieniem do lektury wiemy już, że zjawisko prostytucji istnieje od zawsze? Naprawdę nie wiem.

Książkę przeczytałam w całości zachęcona wielooooma jej pochlebnymi recenzjami. Z czystym sumieniem stwierdzam jednak, że żałuję każdej wydanej na nią złotówki.

 

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    aaa
    2 lipca 2018 at 21:01

    Miałem dokładnie to samo wrażenie.
    Również według mnie autor książki prowadzi swoją prywatną wojnę z tymi „kurewkami”. Może go kobieta zdradziła?

    Mam też taką myśl – najbardziej nas w innych denerwuje to czego nie lubimy w sobie. A więc te „kurewki” sprzedają siebie… robią z czegoś pięknego i wartościowego (seksu), coś tandetnego – i tylko dla pieniędzy.

    I dokładnie to samo robi autor ze sztuką pisania. Pisarstwo, reportaż etc. to wartościowa dziedzina sztuki. Pokazuje problemy, szuka ich źródeł. Szuka odpowiedzi…

    W tej książce nie znajdziemy nawet próby znalezienia odpowiedzi… (no chyba, że jest gdzieś dalej…) Ja przeczytałem 1/4 książki i stwierdziłem, że jest to tak nudne i bezwartościowe, że dałem sobie spokój. Książkę zostawiłem w pokoju w miejscowości Tarifa.

    A więc autor również uprawia swego rodzaju nierząd. Z ważnego i wrażliwego na problemy społeczne gatunku literackiego, tworzy tanią imitację – zapewne głównie dla własnego zysku.

    Bardzo nie polecam!!!!

  • Leave a Reply